Gazeta Piastowska: legnicki Rynek w centrum zainteresowań

  • Drukuj
Sporo dzieje się w legnickim Rynku, który na jakiś czas zamienił się w plac budowy. Przechodnie forsują błoto śniegowo-piaskowe, mieszkańcom okolicznych domów czas „umila” warkot pracujących maszyn, a właściciele pobliskich sklepów, restauracji i kawiarni narzekają na „mały ruch w interesie”. O reakcjach na rozpoczęty wielki remont piszą Teresa Browarna i Marta Dec.

Wszystko to nie wygląda dobrze. Ale z drugiej strony wiadomo powszechnie, że aby było lepiej, najpierw musi być gorzej. Remont tej części miasta musi być przeprowadzony do końca, skoro został rozpoczęty – to rzecz oczywista. Jednak sporo spraw, związanych z inwestycją, budzi niepokój i wątpliwości legniczan. Zadają sobie pytania, jak długo potrwa przedsięwzięcie, jakie utrudnienia czekają właścicieli blisko położonych mieszkań i firm i czy mogą liczyć na jakieś rekompensaty.

Wątpliwości budzi także kwestia bezpieczeństwa przechodniów, którzy narażeni są „bliski kontakt” z ciężkim sprzętem. Obawy wzbudzają wreszcie niejasności, związane z końcowym efektem prac – m.in. chodzi tu o rodzaj nawierzchni.

- Jeśli chodzi o bezpieczeństwo podczas tego remontu, to minusem jest to, że nie ma wydzielonych tras dla pieszych – mówi pani Katarzyna, nauczycielka z Legnicy. - Ale i tak się cieszę, że w końcu doszło do modernizacji rynku. Największy „ból” to drobna kostka, jeśli taką położą, bo w butach na obcasach ciężko się po niej chodzi. O tym najlepiej wiedzą kobiety.

- Remont jak każdy inny, po prostu trzeba „zacisnąć zęby” i cierpliwie czekać na koniec – stwierdza pani Sylwia, studentka. -   W każdym mieście są remonty i według mnie nie ma co robić z tego problemu, bo nikt jeszcze nie wymyślił sposobu, żeby ulepszyć rynek bez remontu, użycia ciężkiego sprzętu i wykopywania dziur.

Zdania legniczan są podzielone. - Jako dzierżawca,  mam prawo wiedzieć,  jaki jest harmonogram poszczególnych prac oraz co się w danym etapie dzieje – mówi pani Małgosia, właścicielka kawiarni Caffe Modjeska, przyległej do teatru. - Nie może być tak, jak obecnie, że wszystko dzieje się poza mną. Płacę duże pieniądze za dzierżawę, więc wymagam jasnej sytuacji. Najważniejsze jest, aby zostały wydzielone ciągi piesze, bo to jest równoznaczne z bezpieczeństwem, którego obecnie brakuje. Jeśli chodzi o rekompensatę, to takiej obecnie nie wymagam. No chyba że prace bardzo utrudnią mi prowadzenie działalności,  będę wtedy rozmawiała z teatrem o obniżenie czynszu – dodaje.

Wystosowany został przez część społeczności legnickiej apel do władz miasta i jego mieszkańców, który zawiera wątpliwości związane z remontem i propozycję otwartego spotkania dla wszystkich zainteresowanych. Pod apelem podpisali się m.in. pracownicy Teatru Modrzejewskiej, który znalazł się w samym centrum robót, także jego dyrektor, Jacek Głomb.

- Nikt z nas, podpisanych pod Apelem, nie jest przeciw remontowi Rynku. To ważna i potrzebna inwestycja. Natomiast nasze poważne wątpliwości budzi  dotychczasowy sposób przeprowadzania remontu i deklarowane przez władze miasta „odcięcie się” od odpowiedzialności za remont – mówi Głomb. - Wykonawca przecież robi to, czego chce inwestor! Pytanie więc,  czy inwestor chce, żeby remont przeprowadzany był byle jak i z łamaniem elementarnych zasad bezpieczeństwa? Ciężki sprzęt jeździ po Rynku, po którym jednocześnie chodzą ludzie, biegają dzieci – to nie są standardy nowoczesnego remontu w XXI wieku. Innym poważnym problemem jest nawierzchnia, jaką inwestor chce przykryć Rynek. To ta sama kostka brukowa, która nie sprawdziła się na ul. NMP. To ta sama kostka brukowa, którą władze Wrocławia poprawiają teraz wydając znowu grube miliony. Czy chcemy „powtórki” z Wrocławia? – pyta dyrektor.

- O tym wszystkim chcemy porozmawiać z władzami miasta. Jesteśmy przekonani, że taka rozmowa należy się mieszkańcom Legnicy i taki cel ma nasz Apel.

(Teresa Browarna, Marta Dec, „Rynek w centrum… zainteresowań”, www.e-piastowska.pl, 26.02.2009)