Jaka szkoła? Wielkie emocje na oświatowej debacie w Caffe Modjeska

  • Drukuj
Czy legnickie szkoły są lepsze, czy gorsze od tych w innych miastach Dolnego Śląska? O czym świadczą gorsze, niż gdzie indziej, wyniki testów szóstoklasistów? Jacy są nauczyciele naszych dzieci? Te pytania rozgrzały do czerwoności uczestników pierwszej z debat o ważnych dla miasta sprawach, które wymyślił dyrektor Teatru Modrzejewskiej Jacek Głomb. Dzięki transmisji telewizyjnej debatę mogli na żywo oglądać internauci.

- Nie chodzi nam o sprawy lewe, prawe, ani środkowe. Nie interesuje nas spór polityczny. Zorganizowaliśmy to spotkanie, bo chodzi o rzecz o wiele ważniejszą, jaką jest jakość kształcenia naszych dzieci. Zdaję sobie sprawę, że temat jest trudny… – tak cel pierwszej z debat o najważniejszych legnickich sprawach określił ich pomysłodawca i prowadzący spotkanie, dyrektor teatru, Jacek Głomb. Już po pierwszych wypowiedziach w kawiarnianej sali zrobiło się gorąco.

Zainteresowanie oświatową debatą, w której uczestniczyli m.in. legniccy radni Zbigniew Dudek i Mieczysław Cisło, dyrektor I LO w Legnicy Halina Tamioła oraz dyrektor Wydziału Edukacji i Nauki Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu Zenon Tagowski przeszło oczekiwania organizatorów. Kawiarniana sala teatralnej Caffe Modjeska wypełniła się do ostatniego miejsca, a emocje porywnywalne były tylko z tymi, jakie towarzyszyły kibicom niedzielnego meczu Polska-Niemcy.

Zapalne pytania

Czy legnickie szkoły są lepsze, czy gorsze od tych w innych miastach Dolnego Śląska? O czym świadczą gorsze, niż gdzie indziej, wyniki testów szóstoklasistów w legnickich szkołach? Jacy są nauczyciele naszych dzieci? Czy sieć legnickich placówek oświaty pokrywa potrzeby miasta, jest ich za mało, a może zbyt wiele? Czy lwia część legnickiego budżetu, który trafia na oświatę jest dobrze wykorzystana? Jak powinna być rola władz miasta w zarządzaniu oświatą? Czy idziemy w dobrym kierunku?

Na żadne z tych pytań nie padły ostateczne odpowiedzi, ale nie taki był też cel tej debaty.  - Takie spotkanie to ewenement w naszym regionie. Nie mamy szans na wypracowanie konkretnych rozwiązań, ale wymania poglądów i stawianie pytań, nawet takich na które nie ma prostych odpowiedzi, jest zawsze interesujące – zauważył Zenon Tagowski.

- Sprawa wydaje się prosta. Obiekty są, tylko pieniądze są za małe, zarówno te dla placówek, jak i dla nauczycieli. A wiadomo, jaka płaca, taka praca – mówił Mieczysław Cisło. Ta prosta wydawać by się mogło diagnoza, wywołała zasadniczy spór na sali.

Marnowane pieniądze?

- Warunki stworzone oświacie w naszym mieście są dobre, a może nawet bardzo dobre, jeśli porównać je i tymi w innych podobnych miastach.  Zarówno dla nauczycieli, jak i dzieci. Problem w tym, czy nie marnujemy tych ogromnych środków. Utrzymywanie placówek, które być może potrzebne będą nam za 20 lat jest absurdem i rozrzutnością – zauważył Zbigniew Dudek.

Błyskawicznie oponował przewodniczący komisji kultury i oświaty w legnickiej radzie miejskiej Kazimierz Hałaszyński. – Baza jest recjonalna, nie należy jej zwiększać, ale też i nie zmniejszać – przekonywał.

Ostry spór wywołała tzw. rejonizacja i przymus uczęszczania do szkoły najbliższej miejsca zamieszkania. Wielu widziało w tym wyłącznie administracyjną próbę obrony słabych szkół, do których rodzice nie chcieliby posyłać dzieci.

Parasol dla słabych


- Każdy powinien mieć prawo wyboru szkoły dla swoich dzieci – argumentował Mieczysław Cisło. – Takie prawo jest podstawą demokracji. Nie wiem z jakiego powodu jest ono w Legnicy tak drastycznie ogrnaniczane, zwłaszcza w okresie głębokiego niżu demograficznego jakiego doświadczamy. Nie ma przecież rejonizacji w przedszkolach i szkołach ponadpodstawowych, tym bardziej niezrozumiały jest ten przymus w podstawówkach. Moim zdaniem kryje się za tym obawa, że ujawniły by się placówki, które rodzice omijaliby szerokim łukiem – przekonywał Zbigniew Dudek.

- Dajmy porządzić dyrektorom szkół. Rodzice nie zawsze kierują się racjonalnymi kryteriami, są z roku na rok coraz bardziej kapryśni. Bliskość szkoły na etapie podstawówki jest jednak ważnym kryterium – przekonywała Halina Tamioła.

- Przestrzegamy rejonizacji, bo patrzymy na szkoły w wieloletniej perspektywie. Mamy niż, ale wkrótce czeka nas wzrost liczby uczniów w podstawówkach. W przedszkolach już mamy deficyt miejsc. Tak czy inaczej, problem z rejonizacją wydaje się pozorny, bo w Legnicy aż 30 procent uczniów i tak uczy się poza rejonem zamieszkania – zauważyła wiceprezydent Dorota Purgal.

- Osobiście najbardziej niepokoi mnie, że coraz więcej środków na oświatę wydajemy z kasy gminy, że nasza dopłata do państwowej subwencji oświatowej stale rośnie, a my jesteśmy coraz mniej zadowoleni ze stanu, jaki mamy. Czy np. zatrudnianie aż 970 osób w administracji i obsłudze 51 szkół to nie nazbyt wiele? – pytał przewodniczący legnickiej rady Miejskiej Robert Kropiwnicki.

Fatalne oceny


Gorąca atmosfera na sali sięgnęła wrzenia, dy prowadzący dyskusję Jacek Głomb ujawnił wyniki testu szóstoklasistów. W Legnicy były one nie tylko gorsze niż przeciętne w kraju i na Dolnym Śląsku, ale gorsze także niż rok i dwa lata wcześniej. Wszyscy nauczyciele zabierający głos w dyskusji, bez wyjątku, starali się zdyskredytować miarodajność takiej oceny jakości pracy nauczycieli. - Takie wyniki nie są miarodajne, bo nie uwzgledniają wszystkich czynników, jakie składają się na efekty kształcenia – przekonywali solidarnie nauczyciele.

- Najwyraźniej boimy się rankingów. Ale jeśli średni wynik w Legnicy jest gorszy, niż w innych miastach, to macie państwo problem. Jeśli sytuacja w następnych latach się powtórzy, to będzie to poważny problem i nie ma co chować głowy w piasek. Tym bardziej, że europejskie testy wskazują, że polscy uczniowie wypadają fatalnie, gdy oceniane są wnioskowanie i myślenie analityczne. Wypadamy w takiej ocenie fatalnie! – zauważył Zenon Tagalski.

Głowa w piasek

- Róbmy swoje, nie wpadajmy w kompleksy. Ale też nie odkłamiemy tego, co wynika z testów. Nie uciekniemy od takiej oceny, tym bardziej, że przeciętny rodzic czyta i analizuje takie właśnie oceny – przekonywała Halina Tamioła.

- Czy jest to świadectwo kryzysu w legnickiej oświacie? Apelowałabym o spokojniejszą ocenę. W ubiegłych latach wyniki w naszych podstawówkach nie odbiegały od krajowej średniej. Jeśli jednak także w następnych latach będą niższe od przeciętnych, to faktycznie będziemy mieli poważny problem – studziła emocje Dorota Purgal.

- Wiele daje do myślenia fakt, że opinie o szkole są diametralnie różne u nauczycieli i u rodzicow. To są dwa rózne światy. Musimy przyjąc jednak do wiadomości, że to ocena rodziców jest ważniejsza i rozstrzygająca – mówił Zbigniew Dudek.

 Rejs na bis


- Problemem legnickiej szkoły są rodzice, którzy nie interesują się tym, co się w niej dzieje i losami swoich dzieci. A my pracujemy na tyle, na ile pozwala nam system i mechanizmy, czyli w ostatecznym rachunku pieniądze – ripostowali zgodnie nauczyciele.

Ta część blisko trzygodzinnej debaty była najbardziej emocjonalna. Niestety, czaasmi wpadała w klimaty znane z kultowego „Rejsu”. Problem jednak w tym, że w filmie Marka Piwowskiego „gupi” kaowiec był tylko jeden, a w dodatku był obdarzony nieprzeciętnym satyrycznym urokiem Stanisława Tyma.

Całość debaty była transmitowana w internecie dzięki kamerom legnickiego portalu lca.pl. Tam też ukaże się zapis video z tego wielce burzliwego spotkania.

Grzegorz Żurawiński