PIK Legnica: gorące „Dziady” na chłodnej scenie

  • Drukuj

Ile razy bym książki nie czytał, ile razy bym sztuki nie widział, zawsze wyczytuję to samo, zawsze widzę to samo, walkę dobra ze złem… a w teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy jest to wręcz kultowa już sztuka. Jeśli mnie pamięć nie myli, już pięć lat „Dziady” są wystawiane przez Legnicki teatr i zainteresowanie sztuką nie spada. O sztuce wyreżyserowanej przez Lecha Raczaka i przeniesionej ostatnio na Scenę na Nowym Świecie pisze Rafał Wagel.



Sztukę widziałem już 3 krotnie i poza składem aktorskim, który ulega raz na jakiś czas zmianom, nic się nie zmieniło. Nadal oglądam tę sztukę z zapartym tchem. Widać, że aktorzy w każdy akt wkładają całych siebie i jak najwiarygodniej starają się oddać tragedię tamtych czasów, zapisaną przez Adama Mickiewicza.

Tytułowe Dziady to po prostu nazwa obrzędu pogańskiego, podczas którego przyzywa się duchy, by powiedziały co trzeba zrobić by pójść po śmierci do raju. Tradycja stara hołdowana od pokoleń, tym bardziej na wsi. W czasach akcji, Kościół polski starał się zwalczyć te praktyki i od tego sama sztuka się zaczyna. Pod koniec obrzędów wkracza ksiądz rozganiając zgromadzonych i wyklinając Dziady i przewodniczących obrzędów.

Nie sądzę, bym musiał opisywać akcję przedstawienia, przecież „Dziady” to podstawowa lektura szkolna i czy przez przeczytanie czterech tomów, czy przeczytanie czterech opracowań (lub w ogóle z wiadomości z lekcji), każdy zna choć część lektury. A sen Konrada przecież, to już kultowa scena teatralna i ulubiona scena przerabiana przez polonistów.

Sama oprawa sztuki jest też specyficzna, surowa, chłodna (w piątek 13 kwietnia było dosłownie chłodno). Ale patrząc na charakter sztuki i jej wymowę właśnie tak powinno być, bo przecież spiskowcy, walczący o swoje prawa Polacy, ich rodziny mieszkali w zimnych surowych mieszkankach, żyjąc z dnia na dzień. Sceny więzienne, kościelne, też nie mogą przybrać otoczki przepychu. Wieczna walka Polaków i Litwińców (? - @KT) z Nowosilcowem, który szuka spisku tak gdzie go nie ma i wysyła tysiące niewinnych na Sybir, setki umierających w więzieniach, tracących swą wiarę w boga, których duszą pragnie przejąć diabeł i wmówić, iż jedyną drogą jest rozlew krwi. Porywa więc ona duszę biedaka i torturuje ją. Wszystkie te aspekty powodują, iż czujemy otaczający nas chłód tamtych czasów, a cały fatalizm sytuacji doskonale podkreślają aktorzy wspaniale odgrywając role głównych bohaterów pierwszej z części czteroksięgu Adama Mickiewicza.

Ale ktoś zapyta, gdzie ta walka dobra ze złem. A istnieje ona od początku. Ksiądz zwalczający złe obrzędy Dziadów, dusza Gustawa, która domaga się tego by im zwrócono Dziady i próbujący z nią walczyć ksiądz, przedstawiający rzeczowe argumenty przeciwko oskarżeniom Gustawa. Sen Konrada, który we śnie walczył z czarnym krukiem, samemu będąc orłem, jest to scena najbardziej kultowa, w której nie pada ostatnie słowo, kim był kruk, choć doskonale wiadomo o kim mówi Konrad… w więzieniu brat zakonny stara się przywrócić ludziom wiarę w Boga i walczy, by uratować choć jedną duszę przed piekłem. Największym dowodem tej walki, jest scena gdy zakonnik zwalcza diabła, który próbuje opanować dusze pięciu współwięźniów i żąda odpowiedzi jak ich ratować… i w końcu ją dostaje, ”chleba i wina” czyli „ciała i krwi pańskiej”.

Doskonale oddaje także tragedię tamtych czasów, zrealizowana scena, w której matka Robinsona (Rollisona – przyp. @KT) prosi o „widzenie” (jest ślepa) z synem, by choć raz mogła się z nim spotkać, by go wypuścili, jako jedynego żywiciela rodziny. Nowosilcow udaje, że jej wysłuchał i przysięga zająć się sprawą, ale tak naprawdę tylko szuka winnego tego, że widomość o torturowaniu więźniów rozniosła się po mieście. I nie spoczywa na swych złych działaniach pomimo ostrzeżeń zakonnika o „karze boskiej”. Niedługo Robinson (Rollison – przyp. @KT) wypada przez okno, a matka oskarża o to strażników (i słusznie, bo sami otworzyli mu to okno widząc, że chce popełnić samobójstwo) i Nowosilcowa, iż uknuł śmierć jej syna (ponownie słusznie). Potępia go i przeklina, a ten tylko śmieje jej się w twarz. Tak wyglądało życie Polaków, którzy nie współpracowali z władzą i nie dawali jej informacji. Jedynie niewielu wybranych mogło cieszyć się przychylnością władzy cara i jego urzędników.

Sztuka zachwyca pomimo upływu lat i będzie jeszcze długo zachwycać. Miejmy nadzieję, że nie tylko sympatycy teatru oraz krytycy docenią pracę zespołu aktorskiego, scenografów i reżyserów z teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy. Oby teatr trwał w tej postaci do końca świata.

Chciałbym także zaznaczyć swoje wsparcie dla aktorów walczących z krnąbrną polityką urzędów starających się zmienić miejsca kultywowania kultury i jej rozpowszechniania, w miejsca konsumpcji kapitalistycznej. Teatr nie jest galerią handlową, sztuka i aktorzy to nie towar, a publiczność to nie konsument. Teatr tworzą ludzie, nie rzeczy, w równej mierze publiczność jak i aktorzy, oraz wszyscy, którzy swą pracą przykładają się do rozwoju tej instytucji. Nie pozwólmy odebrać nam naszej kultury. Jesteśmy jej częścią. Odmeldowuję się.

(Rafał Wagel, „„Dziady” – walka dobra ze złem”, www.pik.legnica.pl, 17.04.2012)