Konkrety.pl: „Pierwsza komunia” Kamzy wywoła skandal?

  • Drukuj

Rozwody i aborcje, homoseksualizm, prywata i kariera za wszelką cenę w zderzeniu z pozbawioną wartości udawaną narodową religią pełną komercji, fałszu i zakłamania. Taki obraz polskiego społeczeństwa, w którym jednocześnie 90 procent dzieci przystępuje do sakramentu Eucharystii, namalował reżyser najnowszego spektaklu wystawionego na deskach legnickiej sceny. Analizuje i ocenia Bartłomiej Rodak.

Teatr Kamzy – co on sam podkreśla – ma stawiać pytania i prowokować do dyskusji. Taka właśnie jest „Pierwsza komunia”.

Już w pierwszej scenie, w której dwie prowokujące wyglądem kobiety ubierają w sutannę siedzącego na ołtarzu nagiego księdza, zadajemy sobie pytanie, co będzie dalej? W kolejnych odsłonach dowiadujemy się między innymi, że Kościół zabrania stosowania „gumowych ochraniaczy”; że religia wróciła do szkół ze szkodą dla obu stron; że święty Tomasz z Akwinu, propagator poglądu, iż siedmioletnie dziecko jest wystarczające dojrzałe aby przystąpić do pierwszej komunii, w XIII wieku nie mógł wiedzieć wiele o jego rozwoju; że podczas mszy świętej zamiast opłatka i wina można by podawać pizzę i colę albo że słowa: „oto ciało twoje, oto krew twoja” mogą kojarzyć się ze świniobiciem.

Prowokacja czy rozmowa

Kamza prowadzi odważny i prowokujący dialog ze współczesną teologią. W swoim przedstawieniu snuje opowieść o młodym, niezwykle uduchowionym księdzu (Bartosz Bulanda), wyłamującym się ze stereotypowego obrazu duchownych, którzy głoszą doktrynę, sami jej nie przestrzegając. Pierwsza komunia to studium jego postaci bliskiej ideałowi człowieka wierzącego, ale nie w posągi, marmury i złoto. Swoją czystą i nieskażoną wiarą chce zarazić ludzi. I wtedy w jego parafii z powodu epidemii krocionogów sanepid zabrania podawać opłatek do ust i nakazuje przełożenie terminu pierwszej komunii. Jej przyjmowanie do ręki uznane zostaje za obrazoburcze.

Matka jednego z dzieci, a jednocześnie ubiegająca się o reelekcję kandydatka na prezydenta miasta (Magda Biegańśka), która namówiona przez szefową swojego sztabu (Anna Gonschorek) postanawia zrobić spot z komunii i wykorzystać go w swojej kampanii wyborczej, naciska, by ksiądz nie stosował się do zaleceń sanepidu, ale ten nie chce jej ulec. Tymczasem mąż pani prezydent (Paweł Wolak) wymarzył sobie w mieście lotnisko, a gdyby na przykład doszło do cudu, pielgrzymi musieliby przecież jakoś dolecieć... Duchowny bierze na swoje barki i to brzemię.

W jednej ze scen słyszymy, że dzieci mogą się zatruć Ciałem Chrystusa albo że nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga, a prezydent miasta też jest taką władzą, więc to ksiądz powinien nim zostać. Ostatecznie wrażliwego duchownego, który pomocy szukał nawet u psychoanalityka, konfrontacja z brutalną rzeczywistością doprowadza do samobójstwa. Przegrywa walkę, jaką toczył sam ze sobą.

Co demaskuje „Pierwsza komunia”?

Przywary pogrążonego w głębokim kryzysie polskiego Kościoła, kroczącego – wydawać by się mogło – z klapkami na oczach po równi pochyłej, ale też duchową ułomność jego wyznawców. Kościoła nieczułego i głuchego na niepokojące głosy obnażające prawdziwy obraz tego, jak większość Polaków pojmuje religię i czym jest dla nich wiara. Nie bez powodu w sztuce o pierwszej komunii świętej nie pojawia się dziecko. Smutna prawda jest tu bowiem taka, że jest ono najmniej ważne.

Spektakl ma wiele wymiarów i znaczeń. Nie dotyka wyłącznie sakramentu pierwszej komunii, ale też na przykład potępienia przez Kościół samobójców, którzy sami sobie odbierając życie dane przez Boga, popełniają grzech śmiertelny. Jednak czy są wówczas w pełni świadomi własnych czynów, czy ich dusze są skazane na napiętnowanie jak głosi Kościół, a może mają jednak szansę na zbawienie?

Worek pełen znaczeń


Autor stawia wiele pytań: czym jest Ciało Chrystusa, jak wytłumaczyć dzieciom, że chleb zamienia się w ciało a krew w wino, dokąd zmierza polski katolicyzm i co z nim dalej będzie? Zgrabnie przemyca też prawdy wiary, głoszące na przykład, że komunia święta w życiu duchowym daje to, co pokarm w życiu cielesnym.

Spektakl napisany i wyreżyserowany przez praktykującego katolika – jak mówi o sobie Kamza – dotyka narastającego coraz bardziej problemu świadomości religijnej Polaków. To, co w sakramencie komunii powinno być ważne, konfrontuje z prawdziwym jej wizerunkiem pozbawionym wartości duchowych, za to sztucznym i pretensjonalnym.

Ostatnia scena wspólnej modlitwy, w której każdy z bohaterów snuje własną opowieść, daje widzowi szansę na zidentyfikowanie się bądź zanegowanie poszczególnych postaw, daje możliwość wyboru jednej z wielu odpowiedzi.

„Pierwsza komunia” to wielki worek pełen znaczeń, uszyty nićmi Pawła Kamzy i aż 15-osobowego zespołu aktorów legnickiego teatru. To świetna muzyka debiutującego w legnickim teatrze Krzysztofa Nowikowa i surowa i skromna, ale adekwatna scenografia Małgorzaty Szydłowskiej. Wszystko okraszone sporą dawką humoru.

Najbliższe spektakle już w piątek i niedzielę (17 i 19 bm.). Kolejne 7, 8 i 9 stycznia.

(Bartłomiej Rodak, „Sakramentem w Kościół”, Konkrety.pl, 15.12.2010)


Od redaktora serwisu:


W opublikowanej wersji popremierowej relacji nie zmieściły się opinie zebrane przez autora tekstu. Dzięki jego życzliwości możemy je przytoczyć w postaci przygotowanej do publikacji.

Powiedzieli po premierze:

  • Paweł Kamza: – Nigdy nie robiłem teatru, który dawałby odpowiedzi. Teatr to dla mnie rodzaj rozmowy. Co powiedzą w niej widzowie, to już ich sprawa. Ja nie odważyłbym się nikomu udzielać rad, ani dawać odpowiedzi. Jestem zadowolony, że była zgoda na ten temat i że aktorzy go podjęli i przygotowali w tak krótkim czasie, ale to przedstawienie nie jest zamknięte i gotowe. Potrzebuje konfrontacji z widownią.
  • Jacek Głomb: – Spektakle Pawła Kamzy układają się w pewną opowieść o Polsce. W Legnicy w ogóle robimy taki teatr, jednak sztuki Pawła mają specjalną jakość, bo zawsze dotykają tego, co jest nam współczesne i dla nas ważne. „Pierwsza komunia” wszystkie te cechy posiada. Dla mnie to spektakl i zabawny, i wzruszający, mówiący o tym, jacy sami jesteśmy.
  • Bartosz Bulanda: – To pierwsza moja tak duża rola, dotychczas takich nie grałem. Zostałem wsadzony w obcą dziś dla mnie sytuację, ale po tym wszystkim chciałbym wrócić do tego, co czułem, modląc się w wieku 7-8 lat. Ten spektakl jest jak fotografie. Nie jedna zwarta i ułożona historia, ale porozrzucane puzzle, które nie bardzo wiedziałem jak poskładać w całość. Mam nadzieję, że jakoś się udało.