Premiera spektaklu "Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.", która odbyła się 9 sierpnia w teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, wzbudziła spore zainteresowanie. Wszystkich intrygował fakt, że w ciągu dwutygodniowych warsztatów "Lato w teatrze" młodzież przygotowała pełnowymiarowe przedstawienie. Jednak, czy to, co stworzyli, jest wartościowe?

 

Większość młodych aktorów, która pojawiła się w spektaklu "Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.", nigdy nie miała kontaktu ze sceną. Byłem jednak zachwycony umiejętnościami, jakie zaprezentowali oraz tym, jak - pewni siebie i po raz pierwszy w życiu - poruszali się po prawdziwej scenie.

To nieprawdopodobne jak ambitną sztukę udało się stworzyć młodzieży przez kilka dni. Spektakl finałowy legnickiego „Lata w teatrze” był nie tylko zabawny. Skłaniał także do myślenia. Satyra to jedno, lecz prawda zawarta w przedstawieniu była uchwycona tak, że długo ją zapamiętam.

Kończące legnickie "Lato w teatrze przedstawienie "Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript." było naprawdę dobre. Mając tak mało czasu jego realizatorzy, aktorzy i muzycy dokonali rzeczy niemal niemożliwej. Pokazali satyrę na współczesny świat i wpływ mediów na ludzkie życie i psychikę. Dostali zasłużone brawa.

Legnicki teatr często określa się jako „drużyna Modrzejewskiej”, nie stroniąc od sportowych metafor. Pod wodzą nowego sztabu szkoleniowego legniczanie zagrali dobry mecz, z kilkoma spektakularnymi akcjami i paroma strzałami w światło bramki. Ta jednak nie została zdobyta.

Legnickiego „Iwanowa” można porównać do oper mydlanych. Mało kto przyznaje, że je ogląda, a biją rekordy popularności. Jak widać, potrzeba było klasycznej sztuki, gdzie aktorzy grają na scenie, zamiast w opuszczonej fabryce, a widzowie siedzą w wygodnych, teatralnych fotelach.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam na scenie Alkmenę od razu przyszła mi na myśl „Dama z łasiczką”. Na początku spokojna i nieruchoma, a płaszcz to jedyna rzecz, jaką posiada. To postać niesamowita i rzadko spotykana. Ukazuje inną stronę „Matki Polki”. Udowadnia,  że matka zawsze staje murem za swoim dzieckiem.

"III Furie" to spektakl zapierający dech w piersiach, którego twórcą jest Marcin Liber. Jedną z głównych bohaterek była postać, odgrywana przez Joannę Gonschorek, dzięki której pierwsza część widowiska nabrała smutnego, a zarazem zagadkowego charakteru. To historia prostej kobiety, matki skrzywdzonej przez los. Matki, której odebrano to, co dla niej najcenniejsze.

Współczesny wzorzec Matki Boskiej zagrała Małgorzata Urbańska, która w chłodny i bezuczuciowy sposób zadaje pytanie "po co komu dzieci?". W części drugiej widowiska aktorka wciela się w postać komunistki Haliny, która domaga się surowej kary dla matki syna jej oprawcy. W obu historiach Urbańska odgrywa bohaterów surowych, mających własne, dobrze przemyślane teorie na temat świata i jego funkcjonowania.

Spektakl to prawdziwie furiacka, ale zarazem artystycznie domyślana opowieść o Polsce, która się składa z dwóch historii opowiedzianych przez kobiety. Najważniejszą rolą Apolla jest narracja. Wprowadza nas w każdą historię, komentuje wydarzenia. Postać zagrana przez Rafała Cielucha w spektaklu „III Furie” wywarła na mnie ogromne wrażenie.