Legnicki teatr często określa się jako „drużyna Modrzejewskiej”, nie stroniąc od sportowych metafor. Pod wodzą nowego sztabu szkoleniowego legniczanie zagrali dobry mecz, z kilkoma spektakularnymi akcjami i paroma strzałami w światło bramki. Ta jednak nie została zdobyta.
|
Słyszymy świetnie napisany tekst, zauważamy jego doskonałą inscenizację, grę aktorską, a także kapitalną oprawę muzyczną. Największym zaskoczeniem jest fakt, że klasycznie niemal staroświecko wystawiony dramat oraz trzygodzinny spektakl, nie wywołuje u nikogo ani chwili znużenia. Jest to kolejna dobra robota legnickiego teatru.
Legnickiego „Iwanowa” można porównać do oper mydlanych. Mało kto przyznaje, że je ogląda, a biją rekordy popularności. Jak widać, potrzeba było klasycznej sztuki, gdzie aktorzy grają na scenie, zamiast w opuszczonej fabryce, a widzowie siedzą w wygodnych, teatralnych fotelach.
|
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam na scenie Alkmenę od razu przyszła mi na myśl „Dama z łasiczką”. Na początku spokojna i nieruchoma, a płaszcz to jedyna rzecz, jaką posiada. To postać niesamowita i rzadko spotykana. Ukazuje inną stronę „Matki Polki”. Udowadnia, że matka zawsze staje murem za swoim dzieckiem.
"III Furie" to spektakl zapierający dech w piersiach, którego twórcą jest Marcin Liber. Jedną z głównych bohaterek była postać, odgrywana przez Joannę Gonschorek, dzięki której pierwsza część widowiska nabrała smutnego, a zarazem zagadkowego charakteru. To historia prostej kobiety, matki skrzywdzonej przez los. Matki, której odebrano to, co dla niej najcenniejsze.
|
|