• Wierna wataha
  • Klasyczna polski
  • Wyzwolenia
  • Popiol i diament
  • Polowanie na Snarka
  • Orkiestra
  • Biesy

Gazeta Wyborcza Stołeczna: Przemysław Wojcieszek w Gazeta Café

Gościem dzisiejszego (środa 27 lutego) spotkania w cyklu "Teatr w Gazeta Café" będzie reżyser Przemysław Wojcieszek, a pretekstem do rozmowy jego nowy spektakl, który przygotowuje w Teatrze Polonia - "Miłość ci wszystko wybaczy". To jednak legnicki spektakl "Made in Poland", którym Wojcieszek zadebiutował w teatrze w 2004 r., stał się wydarzeniem sezonu i przełomem w karierze młodego filmowca – pisze Roman Pawłowski.

Gdyby nie kryzys polskiej kinematografii, pewnie nigdy nie zobaczylibyśmy jego przedstawień w teatrze. Przemysław Wojcieszek debiutował pod koniec lat 90. jako autor scenariusza do filmu Witolda Adamka "Poniedziałek", jego pierwsze filmy fabularne "Głośniej od bomb" i "W dół kolorowym wzgórzem" były wydarzeniami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Sam Andrzej Wajda zamówił u niego scenariusz do kontynuacji "Człowieka z żelaza". Pisano, że Wojcieszek to polski Steven Soderbergh, amerykański reżyser, który podobnie jak on zaczynał od kina niezależnego.

Po pierwszych sukcesach nie popłynęły jednak propozycje od producentów, którzy woleli wspierać komedie romantyczne i kopie amerykańskich filmów akcji, niż inwestować w twórczość młodego, zbuntowanego reżysera. Wojcieszek musiał sam zająć się dystrybucją swoich filmów i zbierać fundusze na następne. W tej sytuacji propozycja współpracy od Jacka Głomba, dyrektora Teatru im. Modrzejewskiej z Legnicy, była nie do odrzucenia. Teatr dawał możliwości, jakich nie miało kino: wolność tworzenia, brak nacisków rynkowych i błyskawiczny odzew publiczności.

Spektakl "Made in Poland", którym Wojcieszek zadebiutował w teatrze w 2004 r., stał się wydarzeniem sezonu i przełomem w karierze młodego filmowca. Opowieść o zbuntowanym anarchiście, który idzie na wojnę z całym światem, zawierała wszystkie elementy jego późniejszej twórczości: zaangażowany temat, minimalistyczną formę, żywą fabułę i świetne dialogi. W kolejnych spektaklach - "Cokolwiek się zdarzy, kocham cię", "Darkroom", "Osobisty Jezus" - Wojcieszek rozwijał teatralny język, którego rdzeniem tak jak w kinie jest dobrze opowiedziana historia. Pokazywał Polskę początku wieku, rozpiętą pomiędzy modernizacją a konserwatyzmem, pokoleniem X a generacją Radia Maryja.

Wojcieszkowi udało się połączyć elitarny język teatru z demokratycznym językiem kina. Swoje spektakle oparł na konwencji i umowności. To teatr słowa, w którym sensy powstają nie w wyniku efektów inscenizacyjnych, ale rodzą się z dialogów, monologów i replik. Wszystko opiera się na dramaturgii, aktorzy mają do dyspozycji tylko niezbędne rekwizyty i elementy dekoracji, reszta jest umowna. Ta sama podłoga z surowych desek jest domem, kościołem, ringiem, całym światem.

Z drugiej strony Wojcieszek nie boi się cytatów z popkultury ani naiwnych filmowych happy endów. Jego bohaterowie nucą przeboje Krzysztofa Krawczyka, występują na wieczorach karaoke i recytują wiersze na poetyckich slamach. Elementów kultury popularnej reżyser używa w sposób wyrafinowany: buduje z nich polski, lokalny kontekst dla opowiadanych historii, a zarazem komentuje za ich pomocą akcję.

Jest głęboko zaangażowany politycznie i to różni go od autorów, których celem jest wyłącznie rozrywka. Nie ucieka od podstawowej misji teatru, jaką jest analizowanie polskiej rzeczywistości i ujawnianie ukrytych konfliktów społecznych. Interesują go problemy, którymi żyje wspólnota: problem emigracji młodych ludzi, dialogu międzypokoleniowego, kwestia tolerancji czy wiary. Jego sztuki zawsze wyprzedzają o kilka kroków debatę publiczną. Opisują Polskę bezrobotnych i białych kołnierzyków, księży i kryminalistów, katolików i marksistów. Mówią o ofiarach nowego systemu, które nigdy ofiarami się nie czują. Przeciwnie, zamiast wzbudzać litość, walczą o godność i prawo do życia. Są nie tylko społecznym sejsmografem, ale też rodzajem terapii.

W teatrze polskim, który od stu lat czeka na nowego Wyspiańskiego, taki autor jak Wojcieszek może się wydać zbyt prosty i bezpośredni. Ale podobna twórczość gdzie indziej na świecie zajmuje bardzo ważne miejsce w repertuarze. Daje rozrywkę, a zarazem pełni rolę terapeutyczną i edukacyjną. Wojcieszek znalazł równowagę między popularnym językiem a istotną problematyką i to jest jego największy sukces. Oby kryzys w polskim filmie potrwał jak najdłużej.

Teatr w Gazeta Café, środa 27 lutego, godz. 19. Redakcja "Gazety Wyborczej" Czerska 8/10. Wstęp wolny.

(Roman Pawłowski, „Wojcieszek - moralista i rebeliant”, Gazeta Wyborcza Stołeczna, 27.02.2008)
Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < luty 2008 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 28 29    

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj47
WSZYSTKIE1217478
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...