• Lekcja Tańca
  • Dzieńdobry
  • Popiol i diament
  • Dzielni chłopcy
  • Wierna wataha
  • Orkiestra

Opętaną dramaturgię diabli wzięli

Ta sztuka jest jak wielkanocna pisanka na kruchej wydmuszce. Efektownie zdobiona scenografią, muzyką, zapachem kadzidła i urodą scen zbiorowych, ale pusta w środku. Legnicka premiera „Matki Joanny od Aniołów” to spore rozczarowanie.  Takie na marę niespełnionych oczekiwań, wyobrażeń i nadziei.

Przedstawienie wyreżyserowane przez Piotra Tomaszuka w Teatrze Modrzejewskiej miało być szansą dla zdolnych i ambitnych legnickich aktorek, by zagrały role, które dadzą im zawodową satysfakcję. Jestem pewien, że spotkał je duży zawód, a one same są raczej elementem żywej scenografii w tym spektaklu, niż pełnokrwistymi bohaterkami opowieści.

Twórcy zabrakło pomysłu nawet na tytułową rolę. Do końca przedstawienia nie udało mi się dowiedzieć, czy przeorysza Joanna (Katarzyna Dworak) to pełna pychy („jeśli nie można być świętą, to lepiej być potępioną”) sprytna symulantka pragnąca sławy i życiowej odmiany z powodu zakonnej nudy i monotonii, czy też cierpiąca na schizofrenię epileptyczka. Reżyserska wizja nieszczęsnej zakonnicy opętanej przez demony (aż dziewięć) jest deklaratywna i równie wiarygodna, jak powody palenia czarownic na stosach. Objawy tego opętania (drgawki, krzyki, przemawianie wieloma głosami kolejnych wcielonych demonów, agresja) to banał z relacji średniowiecznych inkwizytorów lub parafialnej katechizacji na poziomie przedszkola. Są jak opowieści, którymi straszy się niegrzeczne dzieci, albo widzów na horrorach kategorii C (dla matołów).

Równie mało wiarygodnie i niekonsekwentnie zbudowana została postać jezuity i egzorcysty (Rafał Cieluch) posłanego do uwolnienia matki Joanny od demonów. Początkowo jest sceptyczny i posądza przeoryszę o lenistwo i zaniechania, które prowadzą ją do utraty kontroli nad powierzonymi jej zakonnicami, a w konsekwencji do grzesznego łamania zakonnych reguł i ślubów (klauzury, postów, czystości). Potem jest już tylko bezradny, mimo serii brutalnych i mało efektywnych egzorcyzmów z biczowaniem włącznie, które najpierw – zapewne wbrew intencjom – miast budzić przerażenie śmieszą, a powtarzane zaczynają nużyć.

Mogę zrozumieć, że ów zakonnik życie zna tylko z uczonych ksiąg i kościelnych rytuałów, że nie ma doświadczenia w obcowaniu z kobietami, które z założenia uważa za siedlisko grzechu (za sprawą pramatki Ewy),  ale dlaczego w finale dopuszcza się potwornej zbrodni ? Do tego – jak twierdzi – z miłości? Tego nie pojmuję. Oszalał? Możliwe. Diabeł go opętał? Proszę bardzo. Ostatecznie widzę pajęczą sieć tkaną przez demony. Ale o jaką miłość chodzi i do kogo? Nie wiem. Może faktycznie jest to nie do pojęcia dla racjonalisty z 21. stulecia.

Wszystko, co powyżej, przeplatane jest rozważaniami o grzeszności człowieka obdarzonego przez Boga wolną wolą, której nadużywa nawet wtedy, gdy jest jego ziemskim sługą. Jak księża zabawiający się w karczmie Józiowej (Anita Poddębniak), czy rozwiązła furtianka (seksowna Zuza Motorniuk) uwodzona przez kresowego szlachciurę-pijaczurę i gawędziarza przypominającego młodego sienkiewiczowskiego Zagłobę (zabawny Paweł Wolak). W karczmie jest przynajmniej po ludzku wesoło. To co dzieje się w klasztorze razi już dogmatycznym schematem.

Szkoda tej zmarnowanej okazji na pełnokrwisty dramat. Opowiadanie Iwaszkiewicza dawało szansę na interesującą adaptację. Zabrakło scenariusza o przemyślanej dramaturgicznej konstrukcji, brakuje  ról na miarę legnickiego potencjału aktorskiego. Pozostały logiczne niekonsekwencje i… atrakcyjna oprawa. Rozbuchana, barwna i podświetlana scenografia Ewy Kochańskiej, prawdziwie demoniczna muzyka Jacka Hałasa, nastrojowe chóry gregoriańskie i efektowne sceny zbiorowe. To może podobać się widzom.  Podejrzewam nawet, że wielu z nich w konsekwencji zaakceptuje całość przedstawienia. Prawdziwych demonów dręczących człowieka i wiarygodności opętania jednak nie zobaczą. Wyraźnie diabli je wzięli.

Szkoda mi szczególnie niewykorzystanej szansy na zbudowanie wielkiej tytułowej roli. Ten sezon należy bowiem do odtwarzającej ją Katarzyny Dworak. Mimo to już teraz członkom Stowarzyszenia Przyjaciół Teatru Modrzejewskiej rekomenduję aktorkę do corocznej Bomby Sezonu 2012/2013. Świetne role w „Komedii obozowej” i w „Historii o Miłosiernej…” to wystarczający argument.

Grzegorz Żurawiński

 


Powiedzieli po premierze:

Jacek Głomb, dyrektor Teatru Modrzejewskiej w Legnicy: - Niemal wszystkie nasze ostatnie spektakle dotyczą kwestii wiary. To ważne sprawy. Zależy mi na tym, aby w naszym teatrze je podnoszono. Chciałem także, by na naszej scenie pojawiła się teatralna estetyka, którą od lat prezentuje Piotr Tomaszuk. Jest inna od naszej.

Piotr Tomaszuk, reżyser i autor adaptacji: - Dlaczego sprawy wiary są ważne? Bo wiara czyni cuda. Doświadczyliśmy tego w ostatnich dniach przed premierą (śmiech). Bóg i diabeł są prawdziwi w tym spektaklu, a to właśnie metafizyka obecna w przedstawieniu czyni nas ludźmi. Widzowie mają prawo poczuć wzruszenie w jego finale. Ja się wzruszyłem.

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < marzec 2013 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj29
WSZYSTKIE1193638
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...