• Dzieńdobry
  • Wierna wataha
  • Czas terroru
  • Wyzwolenia
  • Spójrz na nią

Dwutygodnik.com: "III Furie" czyli anty „(A)pollonia"

W spektaklu Marcina Libera problemem nie jest obcy i nie on jest moralnym sprawdzianem. Tu w chłopskiej chałupie ukrywają się Polacy. Polacy każą polską "zdrajczynię", Polacy topią polską komunistkę, Polacy mordują polskiego księdza, Polacy strzelają do polskiego robotnika i polscy katolicy krzyżują dziecko w kościele. I robią to zawsze w imię Polski. O legnickim spektaklu pokazanym na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych piszą Joanna Wichowska i Paweł Soszyński.

"III Furie" Libera to anty-"(A)pollonia" Krzysztofa Warlikowskiego. To właściwie "Apollo(nia)", w której Chyra-Herkules zmienia się w Cielucha-Apolla. Obaj są tricksterami, obaj aranżują trybunał. Znaczenie tej metamorfozy objawi się w pełni, gdy Apollo zajmie rolę sędziego w procesie Herkulesa (Stefana-Heraklesa Markiewicza) i jego matki. Bo w "III Furiach" Apolonia Machczyńska, odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, zmieni się w profesorową Markiewicz wydającą na świat AK-owca kata.

Ale polemika Libera z Warlikowskim na tym się nie kończy. Matka Polka czekająca w "III Furiach" przed bramami Olimpu na decyzję greckich bogów, to czytelna kpina z uniwersalizującego koturnu "(A)polloni", gdzie problem ofiary rozważany jest w kosmicznej skali, a problem polski zostaje wciągnięty w rozległą orbitę antycznej tragedii. Tu problem Polski jest polskim problemem, nie urasta do rangi przypowieści, wręcz przeciwnie - zostaje strącony do ironicznego Hadesu, kolejowego dworca, gdzie Czarna Pani (z Częstochowy?) stara się przypudrować dwie szramy na policzku, a menel (później AK-owiec) poddaje się piłkarskiej euforii polskiego kibica.

Nie ma tu więc szczególnych przebieranek czy mnożonych tożsamości - ogolona na łyso kobieta to polska kurwa, co Niemcom dawała, a wąsacz nie wprawiony w słowie to polski robotnik zabity w Stoczni. Nikt tu tuż przed śmiercią nie mówi o miłości delfinów, nikt nie tworzy wstrząsających metafor - nie ma tu metadyskursów czy klasyki światowej. Jeśli już, to swojski Reymont, co wymaga remontu (jak głosi graffiti na ścianie).

W "III Furiach" problemem nie jest obcy i nie on jest moralnym sprawdzianem. Tu w chłopskiej chałupie ukrywają się Polacy. Polacy każą polską "zdrajczynię", Polacy topią polską komunistkę, Polacy mordują polskiego księdza, Polacy strzelają do polskiego robotnika i polscy katolicy krzyżują dziecko w kościele. I robią to zawsze w imię Polski.

I w przeciwieństwie do Herkulesa Warlikowskiego, Apollo Marcina Libera nie odwraca bezustannie kota ogonem, zmieniając ofiarę w kata, i kata w ofiarę, tak by wyrok oddalić w nieskończoność. Gdy w finałowej scenie przyznaje pokrzywdzonym nagrody pocieszenia - wyśmiewając samą formułę narodowego trybunału - aranżuje pośpieszny happy end, chce tylko jednego: by ten koszmar polskich win i ofiar wreszcie dobiegł kresu.

(Joanna Wichowska, Paweł Soszyński, „WST 2012: "Apollo(nia)" (dzień szósty)”, www.dwutygodnik.com, 30.03.2012)

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < marzec 2012 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30  

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj139
WSZYSTKIE1212409
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...