Miłośnicy teatralnej klasyki, sztuki wystawionej po bożemu, wręcz konserwatywnie, mają powody do zadowolenia i satysfakcji. Premiera debiutanckiego dramatu Antoniego Czechowa w reżyserii Linasa M. Zaikauskasa wpisała do legnickiego repertuaru spektakl, w którym ludzkie cierpienie nie ma gorących, przez co doraźnych, konotacji ideowo-politycznych. Mimo to, emocje są. Spora dawka erotyki także.



Najnowszy spektakl legnickiego teatru nie wywoła namiętnych sporów, ani dyskusji. Nie ma w nim ani drapieżnej publicystyki, ani formalnych eksperymentów. Jest  publiczność na fotelach widowni, aktorzy na scenie, a także – dawno nie widziana – kurtyna, która otwiera i zamyka przedstawienie. Jednak przede wszystkim są ludzkie dramaty, świetnie napisany tekst, wierna mu inscenizacja, bardzo dobre aktorstwo i kapitalna oprawa muzyczna.

Jeśli czegoś temu przedstawieniu brakuje, to odrobiny reżyserskiego szaleństwa i odlotu. Są natomiast nie widziane wcześniej w Legnicy odważne sceny erotyczne, aktorka topless i aktor świecący przyrodzeniem. Jest też spore zaskoczenie, że klasycznie, niemal staroświecko wystawiony dramat i blisko trzygodzinny spektakl, ani przez chwilę nie nudzi. Wielka w tym zasługa Czechowa i legnickiego zespołu.

Najważniejszy jest jednak sam dramaturg i stworzona przez niego barwna galeria postaci oraz atmosfera, w której toczy się ta opowieść o samotności, beznadziejnej pustce, utracie marzeń, celu i sensu życia. Jest przygnębiający klimat niemożności wyrwania się ze świata ogarniętej kryzysem prowincji, w którym bohaterom pozostaje tylko nuda topiona w wódce, czas zabijany grą w karty, drobne lub większe intrygi i plotki. A także trochę obyczajowych obserwacji. „Bo tutaj jest jak jest, po prostu…” zdaje się mówić Czechow słowami przeboju Kukiza i Borysewicza.

Siłą dramatu są jego bohaterowie. Na poły tragiczni, na poły groteskowi. Nieudacznicy i nieszczęśnicy w maskach mędrców i błaznów. Budzący śmiech i politowanie. Rosyjski dramaturg z talentem skroił bowiem sztukę, w której splatają się komedia i tragedia, dramat i farsa, groteska i ironia, gorycz z elementami społecznej satyry. W efekcie sprawnie manipuluje widzem, jego emocjami i reakcjami. Publiczność się śmieje, choć opowiadana jej historia jest skrajnie ponura i pesymistyczna, do tego  z dwoma nieszczęsnymi trupami w tle.

Kluczem do tej opowieści jest postać tytułowa. Iwanow (Robert Gulaczyk) to wypalony emocjonalnie typ egoisty i egocentryka.  Ten młody, inteligentny i wykształcony mężczyzna z niejasnych powodów, których nie tłumaczą kłopoty finansowe, traci chęć do życia. Otoczenie go męczy, a umierająca i od dawna zaniedbywana żona (Gabriela Fabian), zamiast wzbudzać czułość i miłość, denerwuje i drażni. Zauważmy zatem od razu, że drażni też psychologicznie wątpliwa i męcząca  jednowymiarowość obu tych tragicznych postaci.

Legnicki Iwanow to słaby człowiek i odrażający typ, dla którego jedynym wytłumaczeniem może być choroba, w którą popadł. Zanim jednak palnie sobie w łeb, z perwersyjną satysfakcją i cynizmem zarazi swoim nieszczęściem najbliższych. Dziwna to figura. Typ łajdaka i psa ogrodnika, co sam nie zje, a innemu nie da. Do bólu szczery wobec innych, zakłamujący siebie. Doktor Czechow (dramaturg był lekarzem) nie stawia jednak diagnozy przyczyn jego choroby. Pomija to także reżyser. Pokazuje  natomiast katastrofalne jej skutki, które przynosi otoczeniu: umierającej nie tylko na suchoty, ale i z braku erotycznego zaspokojenia żonie, ale także kochance (Ewa Galusińska), która w Iwanowie widzi jedyną szansę na wyrwanie się ze świata otaczającej ją nudy, beznadziei i braku perspektyw. Bo jaki ma wybór ta młoda kobieta, skoro jej własny ojciec, człowiek gołębiego serca, ale pantoflarz i pijak (Bogdan Grzeszczak) zauważy w przypływie trzeźwości, że „jest jeden porządny chłopak w powiecie, ale i on żonaty”. Jednak ją także Iwanow odtrąci.

Trzeba wielkiego dramaturgicznego talentu, by tę smutną historię z życia prowincjonalnych ziemian i inteligentów opowiedzieć tak, że towarzyszą jej wybuchy śmiechu. Dzieje się tak głównie za sprawą postaci drugiego planu i komediowych talentów legnickich aktorów: brawurowego, pełnego życia kombinatora i cwaniaka Rafała Cielucha w roli administratora podupadłego majątku Iwanowa, szarżującego Pawła Wolaka w roli owdowiałego, inteligentnie ironicznego wuja tytułowej postaci, wspomnianego już śmiesznego do bólu zahukanego Grzeszczaka, Katarzyny Dworak w roli jego zamożnej, ale skrajnie skąpej żony, a także Joanny Gonschorek, co to majątek chciałaby wykorzystać, by chłopa mieć na pociechę, a i tytuł hrabiowski dla próżności i na osłodę. Paradoksalnie wszyscy oni są przegrani i okropni. Jednak śmieszą, jak deformujące lustro w lunaparku.

Jest w legnickim przedstawieniu coś jeszcze, co budzi podziw. To muzyka. Trzeba wybitnego talentu Łukasza Matuszyka, by oprawę muzyczną całego spektaklu oprzeć na jednej melodii. Nie wiem, kto był autorem tego pomysłu – muzyk czy reżyser – ale „czyżyk-pyżyk”, ta kpiąca z alkoholowych skłonności petersburskich studentów dziewiętnastowieczna rosyjska piosenka, która współcześnie jest biesiadnym kupletem i melodią wystukiwaną przez początkujących na pianinie jednym palcem, na zawsze kojarzyć mi się będzie z legnickim „Iwanowem”.

Spektakl do duża inscenizacja z udziałem całego aktorskiego ansamblu, ale także grupy statystów, dla których był to pierwszy występ na profesjonalnej scenie. Podobał się publiczności, która nagrodziła przedstawienie oklaskami na stojąco. Być może to zaskakujące, ale tak właśnie było.

 

Grzegorz Żurawiński


POWIEDZIELI PO PREMIERZE:

  • Jacek Głomb, dyrektor teatru: - Ostatni raz Czechowa w Legnicy wystawiał Józef Jasielski. „Wiśniowy sad” 26 lat temu. Miałem obawy, czy grać u nas rosyjską klasykę. Wiem, że gdybym zaprosił do tego spektaklu polskiego reżysera, to z pewnością przedstawienie byłoby krótsze. Wątpię też, czy wierne tekstowi. Linas uszanował autora, a nawet zawarte w sztuce didaskalia. W sumie chodzi jednak o to, że na legnickiej scenie spotkaliśmy się z z zupełnie inną opowieścią, niż ta, którą proponuje współczesny polski teatr.
  • Linas M. Zaikauskas, reżyser spektaklu: - To co tu robiłem, to nawet nie była praca, tylko sama radość. Spotkałem bowiem fantastycznych i pracowitych aktorów oraz żywy teatr. Wiem co mówię, bo większość to martwe sceny.  Miałem też genialnego kompozytora Łukasza Matuszyka, którego chętnie zaprosiłbym do swojego teatru w Rosji.





Teatr Modrzejewskiej w Legnicy
Antoni Czechow
IWANOW
przekład: Artur Sandauer
reżyseria: Linas Marijus Zaikauskas
scenografia: Margarita Misjukowa
muzyka: Łukasz Matuszyk
premiera na Scenie im. Ludwika Gadzickiego 18 marca 2012.

Grają: Robert Gulaczyk, Gabriela Fabian, Paweł Wolak, Bogdan Grzeszczak, Katarzyna Dworak, Ewa Galusińska, Paweł Palcat, Joanna Gonschorek, Bartosz Bulanda, Rafał Cieluch, Małgorzata Urbańska, Mateusz Krzyk. Wystąpili także: Magda Biegańska, Zuza Motorniuk, Anita Poddębniak, Magda Skiba, Marek Biskup, Krzysztof Karankiewicz, Jan Szlempo i Adrian Witruszyński.

Na żywo gra tercet w składzie: Marta Sochal-Matuszyk (skrzypce), Bożena Rodzeń-Jarosz (wiolonczela), Łukasz Matuszyk (akordeon, fortepian).