Nie wiem, kto pisał o Jacku Głombie (w dzienniku Polska Gazeta Wrocławska – przyp. red. serwisu), ale z całą pewnością popełnił rażący, ciężki grzech ignorancji twierdząc, że "przed 10 laty został dyrektorem legnickiego teatru i jest nim do dziś". Prawda wygląda ciut inaczej. Pisze Ludwik Gadzicki.

Absolwent historii Uniwersytetu Jagiellońskiego nastał nam łaskawie przed 15 laty (sierpnie też mają swój rodowód w Legnicy) i panuje, rządzi do dziś, jakkolwiek zasada "divide et impera" nie jest przewodnią myślą jego dyrektorowania.

Godne to i sprawiedliwe zaiste jest, że dyrektor, czasami z zaczepną fantazją szlachciury, znalazł się wśród 20 osób, które w ciągu 20 lat wolności wstrząsnęły Dolnym Śląskiem. Użyję nieszczęśliwego przysłówka "właśnie", by dookreślić, iż Głomb lotem orła tak wystrzelił w niebo sztuki, że zasłużył sobie na stwierdzenie, iż "dobry teatr można robić nie tylko w metropoliach" (Hanna Wieczorek), że małymi kroczkami udowodnił, jak się osiąga "zwycięstwo sztuki nad głupotą urzędników" (Cezary Kaszewski), że "nie tylko w Warszawie, nie tylko we Wrocławiu, ale również w Legnicy można natchnąć człowieka do fajnego teatru" (Arkadiusz Franas).

Jacek Głomb mierzy się, skutecznie, z wybitnymi ludźmi teatru i przestrzennie udowadnia, że tam jest prawdziwy do bólu teatr, gdzie historia miasta, same miasto (Legnica) jest źródłem twórczego, kreatywnego natchnienia. Niedługo ruiny mówić będą, że kiedy przyszedł do Legnicy (początek sierpnia 1994 r.) Jacek Głomb, zaczęły się szepty złotych zgłosek wyczucia historii. A opuszczone budowle, koszary przedwojenne i podniszczone przybytki sztuki nabrały ducha ożywienia.

Jacek Głomb znalazł się wespół z Waldemarem Krzystkiem - scenarzystą filmowym i reżyserem w tandemie, który pokazuje, na czym polega istota lokalnego patriotyzmu, w czym tkwi jądro umiłowania Ojczyzny (małej Ojczyzny) odartej z patosu i nadętych emocji. Człowiek z Tarnowa jest tym, który wstrząsnął senną wyobraźnią legniczan i rozprzestrzenił aż po horyzontu kres prawdę, że trzeba dawać tej prawdzie fotografie swego miasta, swojej duszy, swoich marzeń. Prawdziwa sztuka zrobiona w Polsce ("Made in Poland") i w Legnicy, zawsze zwycięży i porazi myślącego widza, jeśli tylko on podda się dyskretnym czarom sztuki.

Być wśród Tadeusza Różewicza, Jana Miodka, Bogdana Zdrojewskiego, Grzegorza Schetyny, Normana Davies'a, Lecha Janerki, czy kardynała Henryka Gulbinowicza, to koronny dowód na piękne i trudne dorastanie. Na życiorys, który wciąż niepokoi i intryguje, a nie usypia.  Taki jest twórca z Legnicy.

(Ludwik Gadzicki, „Jacek Głomb zaczął się w…”, Nowa Gazeta Lubińska, 10.06.2009)