Były premier, którego postać i życiorys posłużyła przed laty duetowi Kowalewski-Głomb do stworzenia sztuki „Obywatel M. – historyja” w piątek 8 maja był gościem przedpołudniowego spotkania w legnickiej kawiarni teatralnej Ratuszowa. Leszek Miller nigdy nie obejrzał sztuki o sobie. Jakie były kulisy takiej decyzji? – Jak będzie taka możliwość nadrobię zaległość – obiecał dziennikarzom i uczestnikom spotkania.


Co oczywiste, celem krótkiego pobytu byłego premiera w Legnicy nie było wyjaśnianie powodów absencji na legnickiej premierze teatralnej w kwietniu 2002 roku. Leszek Miller pojawił się w Ratuszowej na zaproszenie swojego byłego współpracownika, wiceministra w jego rządzie, a dziś kandydata w eurowyborach z okręgu dolnośląsko-opolskiego, Sergiusza Najara. Okazją do poparcia kandydata i zorganizowania legnickiego spotkania była premiera wspomnieniowej książki Leszka Millera pt. „Tak to było”, w której odsłania on przebieg i kulisy negocjacji o warunki przystąpienia Polski do Unii Europejskiej (Najar był członkiem zespołu negocjacyjnego w rokowaniach przedakcesyjnych).

Genius loci miejsca w sposób oczywisty prowokował jednak pytanie o przyczyny nieobecności Leszka Millera na premierze spektaklu, który wiosną 2002 roku był ogólnopolską sensacją i medialnym hitem. Napisany przez Macieja Kowalewskiego dramat „Obywatel M. – historyja” i wyreżyserowana przez Jacka Głomba sztuka inspirowana była bowiem jego życiorysem, było nie było, jednej z najważniejszych postaci współczesnej historii politycznej Polski. Była pierwszą krajową próbą teatralnego zmierzenia się prawdą i legendą o żyjącym polityku (drugą w 2005 roku podjął duet Paweł Demirski – Michał Zadara wystawiając sztukę „Wałęsa. Historia wesoła, a ogromnie przez to smutna”).

Premier Miller został zaproszony na legnicką premierę. Do końca utrzymywał publicznie (bo dziennikarskich pytań o to było wówczas wiele), że rozważa obejrzenie spektaklu. Ostatecznie jednak nie przyjechał na przedstawienie. Na premierze pojawił się jego osobisty „zwiadowca” w randze ministra obrony narodowej jego rządu Jerzy Szmajdziński. W trakcie piątkowego spotkania w kawiarni Ratuszowa były premier tak tłumaczył przyczyny absencji:

- To nie tak, że zabrakło mi odwagi. Nie przyjechałem na premierę ponieważ nie pozwolił mi na to napięty kalendarz. A później? Cóż,  nie obejrzałem tego przedstawienia ponieważ Jerzy Szmajdziński powiedział mi: „Leszek, tak naprawdę, to nie jest sztuka o tobie”. Ale obiecuje, że jak wróci ona na afisz, to nadrobię tę zaległość – deklarował Leszek Miller, który na pamiątkę otrzymał wydaną przez teatr książkę zawierającą scenariusz sztuki ilustrowany zdjęciami ze spektaklu.

Jest taka możliwość, od roku nawet podwójna. Spektakl nadal bowiem znajduje się w repertuarze Teatru Modrzejewskiej, do tego Maciej Kowalewski (równo przed rokiem) wystawił własną, autorską wersję tej opowieści w teatrze w Płocku. - Nieskromnie powiem, że nasza inscenizacja jest lepsza i namawiam na przyjazd do Legnicy – zachęcał w trakcie kuluarowych rozmów po spotkaniu reżyser sztuki i dyrektor Teatru Modrzejewskiej Jacek Głomb. – Proszę zatem o zaproszenie, gdy będziecie grać to przedstawienie – usłyszał od Leszka Millera. Było to pierwsze spotkanie obu panów.

Jest i bardziej metafizyczny powód, dla którego Leszek Miller powinien obejrzeć legnicką sztukę inspirowaną własnym życiorysem. Nad scenicznym losem Ludwika M. (tak bowiem w spektaklu nazwano bohatera granego przez Tadeusza Ratuszniaka) czuwa bowiem w przedstawieniu… Anioł Stróż (Anita Poddębniak), który swoimi skrzydłami osłania go przed niebezpieczeństwami, jakie niesie życie.

Niewiele rok po premierze spektaklu, 4 grudnia 2003 roku, rządowy śmigłowiec Mi-8, którym premier Miller wracał z Barbórki w Lubinie uległ katastrofie. Ówczesny premier ocalał. Cudem.

Grzegorz Żurawiński



Maciej Kowalewski
OBYWATEL M - historyja
reżyseria - Jacek Głomb
scenografia - Małgorzata Bulanda
muzyka - Bartek Straburzyński
premiera - 6 kwietnia 2002

o spektaklu pisali m.in.:


Roman Pawłowski, Gazeta Wyborcza:
"Obywatel M." to coś więcej niż satyra na znanego polityka. To ironiczny portret typowego peerelowskiego działacza partyjnego, który gładko przeszedł transformację ustrojową i dzisiaj jest u władzy. A zarazem jest to metafora polskich, absurdalnych losów. Kowalewskiemu i Głombowi udało się stworzyć postać peerelowskiego Everymana - Każdego - który pożyczył od Millera jedynie parę faktów z biografii.

Maciej Wełeczko, Trybuna:
Czym jest „Historyja”? Satyrą na klasę polityczną? Teatralną biografią premiera? Filozoficzną przypowiastką o życiu? Kabaretową wizją PRL? Grą teatralnych konwencji? Zapewne wszystkim po trosze. Przede wszystkim jest dobrze i równo zagraną sztuką i głównie dla legnickim aktorów warto ją zobaczyć.

Łukasz Drewniak, Przekrój:

„Ballada o Zakaczawiu”, poprzedni spektakl Jacka Głomba, był próbą opowieści o Polsce socjalistycznej z perspektywy prowincjonalnych złodziejaszków z szemranej dzielnicy. W „Obywatelu M.” Głomb chciał spojrzeć na tę samą Polską z góry – z punktu widzenia partyjnego aparatu. Chciał biografią jednego z jego przedstawicieli dopełnić tamten obraz.

Mariusz Urbanek, Polityka:
Maciej Kowalewski mówi, że wprowadzając kolejne zmiany w tekście sztuki coraz bardziej odchodził od nachalnej doraźności i aluzyjności. W pierwotnej wersji miała być i pożyczka moskiewska, i Anastazja P., i pułkownik Kukliński. Nie zostało nic. - Nie ma sensu pisać, "jak było naprawdę" - mówi Kowalewski. - Bo po pierwsze nie wiemy, jak było naprawdę, po drugie prawda jest zwykle mało poetycka. - To jest baśń o poszukiwaniu skarbu - mówi Małgorzata Bulanda. - Opowieść o chłopcu, który wychodzi z lasu w poszukiwaniu lepszego świata, jakim okazuje się dla niego świat władzy.