• Dzielni chłopcy
  • Dzieńdobry
  • Wierna wataha
  • Orkiestra
  • Lekcja Tańca
  • Monika Lidke

Dziennik Kultura: „Była już taka miłość..." nie iskrzy

Chaplinowska maniera inscenizacyjna Przemysława Wojcieszka zaprowadziła postaci thrillera „Była już taka miłość..." na manowce. Bohaterowie wykrzykują o utracie wiary i o okrucieństwach wojny, śmigając po legnickim kościele niczym Charlie w „Gorączce złota" po chałupie - pierwszą część „tryptyku wolimierskiego” ocenia Leszek Pułka. Ocenia wyjątkowo surowo.

Tekst Wojcieszka wystawiony w legnickim kościele nie iskrzy ani aktorstwem, ani anegdotą. Od początku brak w spektaklu intrygujących znaków teatralnych - bożonarodzeniowe nieprzybrane drzewka, świece, rewolwer w dłoni, flaszka z napitkiem, chleb. Można zaczynić choćby „Lśnienie", jest banał, smętek i pustka. Mimo że siedzimy u podnóża ołtarza i w prologu jesteśmy świadkami śmierci młodziutkiej kobiety, emocje krzepną w chłodzie powietrza. Furia, gwałt i groza zdarzeń nie budzą ani nie mrożą krwi w żyłach.

Oto doświadczamy teleportacji w czasie. Dezerter z frontu wschodniego przybywa do wiejskiej wspólnoty. Jest 1942 rok w niemieckim Wolimierzu. Paul (Łukasz Węgrzynowski), młodziutki kawaler Żelaznego Krzyża, przerażony bestialstwem wojny, głosi prawdę, wywracając na nice nazistowskie sny o Vaterlandzie. Szydzi z oportunizmu rodziny i przyjaciół, wystawia na szwank wieloletnie miłości i przyjaźnie. Porywczy ojciec, wyznawca narodowego socjalizmu, policzkuje syna. Paul ucieka do kościoła, w którym już kiedyś odnalazł schronienie przed koszmarem hitlerowskich Niemiec.

Z niegdysiejszej wspólnoty zostało niewiele. Zdradzonego pastora, lidera opozycyjnej grupy, osadzono w Dachau. Pozostali przy życiu donoszą na siebie, są konformistami, ukrywają się przed poborem, czy - jak następca pastora Georg (Rafał Cieluch) - próbują po prostu przetrwać bez względu na cenę. Podczas mrocznej, stężałej od chłodu Wigilii w opustoszałym kościele oglądamy panoptikum upiorów wojny i wiary.

A jednak żaden z koszmarów, żadna z postaci nie wydaje się odkrywcza czy ważna. Wojcieszek tasuje role i postaci ze zgranej talii. Matka (Anita Poddębniak) kocha i tuli, Eva (Magda Skiba) kocha i tuli, Maria (Magda Biegańska), którą kocha Paul, tuli. Im wszystkim Paul mamrocze o zemście, trzęsąc się niczym deliryk.

Czuje się uczniem pastora. Szuka Judasza, który go wydał. Podejrzewa Georga, że z niskich egzystencjalnych pobudek wydał przełożonego. Katuje go, rzucając oskarżenie o współpracę z gestapo. Jak przedszkolak obraża się na ojca. Doświadczenie wojny nałożyło nań tak dziwaczne okulary nienawiści, podejrzliwości, agresji, że gdy gwałci w kościele Marię, przestałem cokolwiek rozumieć.

Problem w tym, że w pokrętnych dialogach Wojcieszka widz się gubi. Dramat dezertera i kolaborantów zaciemniają biblijne wersety wrzucane to tu, to tam. Jakby autor wierzył świętemu tekstowi i równocześnie zeń szydził. Pal licho te licealne zabawki interpretatora - pewnie każdy z nas natrząsał się jako nastolatek z patosu biblijnych aforyzmów. Problem w tym, że równie szczeniacko Wojcieszek wadzi się z Bogiem i historią. Opowiada o Niemcach w „Była już taka miłość", jakby nigdy nie czytał „Rzeźni nr 5", „Blaszanego bębenka" i prozy Borowskiego.

Tym razem twórca legnickiego spektaklu zmienił realizm w burleskę, a narrację w slapstick. Nawet muzyka Pustek brzmi kiczowato. O aktorstwie też nie powiem nic dobrego - grymasy, grepsy, manifestacje, egzaltacja. Bohaterowie dyszą jak przodownicy pracy. Trudno się dziwić, w końcu wszyscy próbują dorwać Charliego.

(Leszek Pułka, „Dezerter Charlie”, Dziennik Kultura, 31.10.2008)
Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < październik 2008 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30    

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj30
WSZYSTKIE1192001
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...