• MAKBET
  • Baśń o pięknej Parysadzie
  • Portret Polaka
  • Fanny i Aleksander
  • Dzielni chłopcy
  • Orkiestra

„Ja, Drakula i John Lennon” w Art Cafe Modjeska

Dzięki legnickiej tłumaczce Radosławie Janowskiej-Lascar i wrocławskiemu wydawnictwu Amaltea do rąk polskiego czytelnika trafia kolejna książka przetłumaczona z języka rumuńskiego. Tym razem jest to zbiór mikrofelietonów Jana Corneliusa, Niemca z rumuńskiego Banatu, który w wieku dwudziestu siedmiu lat zdecydował się na ucieczkę z Rumunii rządzonej przez obłędnego dyktatora Nicolae Ceaușescu.  W czwartek 5 marca autor będzie gościem legnickiej kawiarni teatralnej. Początek o 18.00.


„Ja, Drakula i John Lennon” (książka wydana pierwotnie w Niemczech, a w roku 2016 w Rumunii) to - jak zaznacza autor – "opowieści zdumionego mieszkańca i obserwatora komunistycznej Rumunii i wspaniałego Zachodu". Efektem są sarkastyczno-komiczne opisy zdarzeń mniejszych i większych z dzieciństwa i młodości spędzonej w karpackiej odmianie socjalistycznego raju oraz z okresu po ucieczce z Rumunii, kiedy to, wybierając wolność i osiedlając się w Düsseldorfie, autor musiał niejednokrotnie zmierzyć się z postrzeganiem go jako Niemca drugiej kategorii.

Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że książka Corneliusa to świadectwo tragiczne. Przeciwnie. Mimo zdecydowanie mało komfortowej sytuacji życiowej, autor to człowiek o rzadko spotykanym poczuciu humoru oraz dystansu do świata i do siebie. Pod maską śmieszka i wesołka kryje się bowiem wrażliwy człowiek, któremu los spłatał figla związanego z miejscem urodzenia zdecydowanie zbyt ciasnym jak na jego wybujałą osobowość.

Poniżej fragment zawierający wspomnienia o odwiedzinach mieszkającego w Niemczech autora w rodzinnym domu w Rumunii na rok przed upadkiem "Słońca Karpat":

"Twój stary już całkiem zbzikował – szepnęła mama wieczorem przy kolacji, podczas gdy ojciec z furią atakował swoją piłą tarczową niewinny kawał pnia. Zaczął wyklinać tamtego (Ceaușescu - @KT) na cały głos. A potem wlazł na słup. Gdyby stamtąd spadł, mogłabym dzwonić na pogotowie do jutra albo pojutrza, nie wysłaliby karetki za Chiny ludowe.

Tato miał wtedy sześćdziesiąt siedem lat, a od jakiegoś czasu karetki jeździły jedynie do osób poniżej sześćdziesięciu pięciu. Tak udawały się dwie pieczenie na jednym ogniu: oszczędzano benzynę, a jak wszystko poszło dobrze i dany obywatel wyciągnął nogi, można go było spokojnie skreślić z listy emerytów. Wszystko było zorganizowane perfekcyjnie.

- Teraz śmieciarka przyjeżdża tylko raz na miesiąc, oszczędzają – relacjonował tato.- No to jak sobie w takim razie radzicie? – zapytałem zdziwiony.- Fantastycznie – odparł – Bo już prawie wcale nie ma odpadków. W Rumunii właściwie nie już nic nie można kupić, w związku z tym niczego się nie wyrzuca. Należało oddać cesarzowi, co cesarskie – władze rzeczywiście zatroszczyły się o wszystko."

Jan Cornelius (1950), którego językiem ojczystym jest niemiecki, w Rumunii pracował jako nauczyciel w szkole średniej. Od 1977 roku mieszka w Niemczech. Studiował filologię angielską i francuską, pracował jako nauczyciel w Duisburgu i Düsseldorfie. Jest pisarzem i dziennikarzem specjalizującym się w tematyce kulturalnej, tłumaczem literatury rumuńskiej na język niemiecki. Współpracuje z czasopismami satyrycznymi („Eulenspiegel” i „Nebelspalter"). Jest także autorem słuchowisk radiowych dla stacji WDR z siedzibą w Kolonii.

Grzegorz Żurawiński

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < luty 2020 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29  

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj0
WSZYSTKIE1229243
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...