• Curko Moja
  • Zabijanie Gomułki
  • Zanim chłodem powieje dzień
  • Orkiestra
  • Portret Polaka
  • Polowanie na Snarka

Teatralny.pl: psuli trochę humor wszystkim dookoła

Nowa odsłona Zakładu Krawieckiego to teatr anarchistyczny. Pośród pięciu artystów nie ma wodza czy wszechwiedzącego reżysera. Wszyscy razem współtworzą przedstawienie. Każdy sam odpowiada za swoją rolę w projekcie. Ciąg etiud przypomina jam session, improwizowane koncerty muzyków grających na odmiennych instrumentach i niekiedy w różnych stylach. O spektaklu „Psujesz trochę humor wszystkim dookoła” pisze Mirosław Kocur.


Od kilku dekad na wielu prestiżowych uczelniach w świecie młodzi naukowcy testują nowatorską metodę badawczą: performance as research. Metoda ta ożywiła także studia nad kulturą. Zamiast ograniczać się do opisywania czy analizowania rzeczywistości, młodzi ludzie ingerują w świat, inicjują zdarzenia, kwestionują neutralność i mit obiektywnego badacza, sami przemieniają się też w obiekty własnych badań. Performans stał się nowym źródłem wiedzy naukowej, równoprawnym z tradycyjną kwerendą biblioteczną czy obserwacją uczestniczącą.

O co chodzi? Kilka przykładów. W średniowiecznej części miasta York studenci odtworzyli fragmenty sławnego misterium, odgrywanego w XIV wieku podczas Bożego Ciała przez rzemieślników na 48 wozach, które zatrzymywały się przy 12 stacjach. Eksperymenty te stały się nieocenionym źródłem wiedzy na temat czasu trwania całego zdarzenia, warunków gry aktorskiej i możliwości inscenizacji, udziału widzów w spektaklach etc. W Erytrei szkolne etiudy małych dzieci ujawniły zaskakujące strategie przemocy używane na co dzień przez dorosłych. Etnomuzykolog Anthony Seeger, żeby zrozumieć unikalną muzykę niewielkiego ludu Suyá w Brazylii, przez 24 miesiące mieszkał pośród tego ludu i uczestniczył we wszystkich codziennych zajęciach, także w sekretnych rytuałach.

Związki sztuki z nauką nie są oczywiście niczym nowym. Émile Zola już w XIX wieku nawoływał artystów do studiowania rzeczywistości w sposób naukowy. Konstantin Stanisławski cały swój Moskiewski Teatr Artystyczny postrzegał jako swoiste laboratorium pracy twórczej, nie ustawał też w zakładaniu i finansowaniu kolejnych studiów, poświeconych badaniu metody aktorskiej. Jerzy Grotowski nazwał swój teatr Laboratorium i powtarzał, że w sztuce głównym źródłem poznania jest czynienie, doing. Augusto Boal, twórca Teatru Uciśnionych, używał performansu do edukacji osób dyskryminowanych w Ameryce Południowej.

Do tej tradycji ciekawie nawiązuje Teatr Zakład Krawiecki, reaktywowany po latach przez aktorów Teatru Modrzejewskiej w Legnicy. Dawni buntownicy i zapaleńcy, pełni młodzieńczej energii, przemienili się dziś w dojrzałych aktorów, wciąż jednak postrzegają sztukę jako misję, chcą się wtrącać. W swoim najnowszym projekcie użyli performansu do poznania i ujawnienia rzeczywistej sytuacji osób psychicznie chorych, izolowanych od „zdrowego” społeczeństwa w Polsce murem przemilczeń i zakłamań. Udali się więc do szpitala psychiatrycznego i domu pomocy społecznej, przeprowadzili serię warsztatów performatywnych, odbyli spotkania z ludźmi chorymi, zaryzykowali nawet dokonanie swoistej autodiagnozy. W rezultacie performatywnych badań powstał spektakl o równie programowym, co prowokacyjnym tytule: Psujesz trochę wszystkim humor dookoła („Psujesz trochę humor wszystkim dookoła” - @KT).

Nowa odsłona Zakładu Krawieckiego to teatr anarchistyczny. Pośród pięciu artystów nie ma wodza czy wszechwiedzącego reżysera. Wszyscy razem współtworzą przedstawienie. Każdy sam odpowiada za swoją rolę w projekcie. Ciąg etiud przypomina jam session, improwizowane koncerty muzyków grających na odmiennych instrumentach i niekiedy w różnych stylach.

Magda Skiba – jedna z założycielek Zakładu Krawieckiego, a dziś wyjątkowo dojrzała artystka – zgłębia mroki własnej psychiki, mierząc się ze schizofrenią swej bohaterki. Jej rola przemienia się chwilami w osobiste świadectwo. Rafał Cieluch, utalentowany aktor teatralny i filmowy, sprawnie używa techniki do zbudowania złożonego portretu osobnika agresywnego, miotanego rozmaitymi przypadłościami, których nie potrafi ani pojąć, ani kontrolować. Równie utalentowana Zuza Motorniuk pomysłowo łączy portret osoby cierpiącej i pielęgniarki, a swoją rolę puentuje znakomitą pieśnią. Robert Gulaczyk, też dobry aktor – van Gogh w głośnym filmie „Twój Vincent” – wziął na siebie zadanie chyba najtrudniejsze: występuje w imieniu wszystkich lekarzy, borykających się z wieloletnią zapaścią w polskim lecznictwie psychiatrycznym.

Najambitniejszą rolę w projekcie podjął jednak Paweł Palcat, artysta niepokorny i zadziorny z twórczym ADHD. W ogromnym, czarnym i włochatym kostiumie King Konga zagrał…chorobę psychiczną. Świadectwa i prezentacje kolegów zostały przez Palcata dopełnione niepokojącą, zagadkową kreacją. Przez dużą część spektaklu występował w olbrzymiej masce, zakrywającej całą głowę. Trudne zadanie zdopingowało artystę, stworzył bogate panoptikum postaci i ról społecznych. Jego ostatni monolog to najbardziej przejmująca scena w całym przedstawieniu. Zabawny monodram postaci abstrakcyjnej, choroby psychicznej, miał paradoksalnie o wiele większą siłę rażenia niż odgrywane z powagą cytaty lekarzy i portrety prawdziwych osób cierpiących na depresję czy schizofrenię.

Palcat ożywił średniowieczny moralitet i po raz kolejny dowiódł, że sztuka różni się jednak od życia i artysta świadomy swego rzemiosła silniej oddziałuje na publiczność niż dokument pozbawiony kontekstów. Skiba i Gulaczyk próbowali na scenie dać świadectwo prawdzie, ich kreacjom zabrakło jednak artystycznej wyrazistości, co też odebrało moc ich ważkim przekazom. Magda Skiba, balansując na granicach psychodramy, nie odważyła się ostatecznie na dokonanie pełnego samoobnażenia czy aktu całkowitego, mówiąc językiem Grotowskiego. Robert Gulaczyk zatopił swoje dziennikarskie śledztwo w potoku zbędnych słów, jakby nie dowierzał inteligencji widzów.

Natomiast Zuza Motorniuk, Rafał Cieluch i Paweł Palcat zaproponowali bardziej teatralne, sztuczne wręcz formy dla swoim performatywnych studiów nad chorobą psychiczną. Ich kreacje poruszały, bo były dziełami sztuki teatru. Performance as research to piekielnie trudna metoda badania rzeczywistości społecznej. Na uniwersytecie efektem takich studiów może być rozprawa doktorska, ale w teatrze trzeba badaniom nadać formę artystyczną, zwykle kolejnego performansu, oddziałującego sprawczo na publiczność, by sztuka mogła się wtrącać w rzeczywistość.

Teatralny jam session „Psujesz trochę humor wszystkim dookoła” to ambitny projekt badawczo-artystyczny, który zapewne będzie się radykalnie zmieniał z każdym kolejnym przedstawieniem. Premierowy, dwugodzinny spektakl chwilami nużył. Podczas solowych występów koleżanki czy kolegi pozostała czwórka aktorów zalegała często na materacach, oddając się drzemce. Ich rozluźnione i uspokojone ciała wysysały energię z widowni jak czarna dziura, skutecznie utrudniając rozumienie słów solistów, prujących się w dodatku z boku sceny, jakby ukradkiem, co stanowiło dodatkowe wyzwanie dla percepcji widzów. Musiałem ostro wykręcać głowę, żeby aktora czy aktorkę zobaczyć.

Ideą jam session jest nie tylko wspólna improwizacja, lecz nade wszystko eksponowanie, a nie marginalizowanie solistów. W tych niesprzyjających okolicznościach przestrzennych trudno było utrzymać uwagę na monologach Skiby czy Gulaczyka. Wydały mi się stanowczo za długie. „Martwe” ciała kolegów komunikowały bez ogródek: nic ciekawego się nie dzieje, można spać. Więc przysnąłem, a bardzo chciałem monologów posłuchać, bo miałem wrażenie, że aktorzy próbują mi coś ważnego przekazać. Poległem jednak. Śnięty chór zamordowałby nawet grecką tragedię.

Na szczęście w kilku scenach aktorzy nie spali. Gulaczyk, bezpardonowo obijany balonami przez kolegów, nagle przestał pouczać i stworzył wstrząsający portret lekarza w dzisiejszym psychiatryku. Tym razem przemawiał z perspektywy własnego doświadczenia, poczucia niewygody. Uderzenia balonami nadały tej świetnej etiudzie intrygujący rytm. Na taką scenę trzeba było jednak czekać aż półtorej godziny.

Mam nadzieję, że spektakl rozwinie się i z czasem nabierze jeszcze większej mocy teatralnej. Performance as research to metoda pracy permanentnej, każde publiczne przedstawienie staje się źródłem nowego samo/poznania, inspiruje do modyfikacji kolejnego przedstawienia i żywi się interakcją z widzami.

(Mirosław Kocur, „Performance as research”, http://teatralny.pl, 8.01.2020)

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < styczeń 2020 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj5
WSZYSTKIE1225678
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...