• Polowanie na Snarka
  • Wyzwolenia
  • Popiol i diament
  • Klasyczna polski
  • Orkiestra
  • Biesy
  • Wierna wataha

Bartłomiej Miernik: dla kogo są legnickie „Wyzwolenia”?

To wszystko oglądało się, wiecie, jak koncert wybitnych instrumentalistów. To się po prostu oglądało! Warstwa muzyczna - och, ach, te nawiązania te ironiczne pstryczki etc. Te nawiązania do Wyspiańskiego, dźwięki mieszkania. Zachwycało. Tylko miałem i mam jedno ale. O „Wyzwoleniach” Magdy Drab w reżyserii Piotra Cieplaka wystawionych w Warszawie na Festiwalu „Nówka Sztuka” pisze na swoim profilu fb Bartłomiej Miernik.


Wczoraj (w niedzielę, 27 października - @KT) obejrzałem "Wyzwolenia" w reż. Piotra Cieplaka, tekst Magdy Drab, prezentowany w ATM Studio na Wale Miedzeszyńskim w Warszawie przez Teatr im. Modrzejewskiej w Legnicy. Ponieważ - przyznaję - od 3 lat w ogóle nie śledzę polskiego życia teatralnego, z czym zaznaczam bardzo mi dobrze, to pojechałem niejako "na świeżo", bez oczywiście czytania recenzji, bez polecenia. Wiedziałem, że zespół jest tam w Legnicy absolutnie wybitny, co mi się potwierdziło, no i że reżyser, którego w zasadzie lubię. To wystarczyło.

Obejrzałem niezwykle trafną, smutną, a bardziej tragikomiczną analizę tego, co działo się w moim kraju w ciągu czterech, może pięciu ostatnich lat. Taki newsroom publicystyczny przetworzony bardzo celnie przez dramatopisarkę. Celnie, drapieżnie, sarkastycznie. Czułem, bo ciężko było nie poczuć ręki Leszka Bzdyla zbiorowych, pięknie wyważonych, dociążających słowa lub wręcz przeciwnie - komentujących ironicznie frazy wypowiadane przez "wariatów". Dramatopisarka na scenie - bardzo celny zabieg, można się było na nim przewrócić - niejako w roli lekarki tego szpitala wariatów - Polski.

O każdej z ról mógłbym długo pisać, jednak to nie recenzja a dłuższy lekko post na fb zachwyconego widza. O piosence Anity Poddębniak mógłbym długo, bo sam teraz zabieram się za spektakl o klimacie, tyle że dla... 7,8,9 latków (bo oni jeszcze nieprzekonani, bo mają rodziców śmieciarzy), mógłbym o kapitalnej etiudzie Rafała Cielucha trzymającego się peerelowskiego żyrandola, z tą postacią zresztą było mi najbliżej - jego zachęta do trzymania pochodni, do walki była mi jakoś bliska w tym czym się zawodowo zajmuję obecnie, mógłbym o Pawle Palcacie - o jego roli to nawet mógłbym cały esej napisać, tak jest drobiazgowo rozpisana, jak perkusja w dobrej orkiestrze, niekiedy zanika, często wychodzi na plan pierwszy, mógłbym o Małgorzacie Patryn-Gurłacz i jej graniu twarzą, jej oczach, jej całościowym byciu w roli, nie mogłem oderwać wzroku cholera od Małgosi!

O heroinie tego spektaklu, nie chodzącej a kroczącej Katarzynie Dworak-Wolak z wystudiowanymi ruchami. To wszystko oglądało się wiecie jak koncert wybitnych instrumentalistów. To się po prostu oglądało! Warstwa muzyczna - och, ach, te nawiązania te ironiczne pstryczki etc. Te nawiązania do Wyspiańskiego, dźwięki mieszkania. Zachwycało. Tylko miałem i mam jedno ale.

Dla kogo jest to spektakl? Dla mnie, bym się pozachwycał sprawnością sprawnych aktorów i realizatorów? Rzutkim językiem dramatopisarki? Dla kogo jest ten spektakl??? I dlaczego powstaje za późno? Dlaczego nikogo nie porwie do zmiany, dlaczego znów oglądam teatr przekonujący przekonanych? Tymczasem Konfederacja w Sejmie, tymczasem w mojej rodzinnej miejscowości na Podkarpaciu PIS zdobył 72 procent głosów, tymczasem proces rozwalania państwa postępuje.

Dlaczego teatr się spóźnia? Dlaczego jest dla słuchaczy tokemefu rozeźlonych przy porannej jajecznicy? Dlaczego nie jedzie z tym w Teatr Polska na Podkarpacie i na Lubelszczyznę tylko gra dla widzów w Żarach, Złotoryi, Brzegu Dolnym - tak ja wiem, że dla nich też to ważne, bo tam też jest już niewesoło.

Kiedy ten spektakl powstawał wybuchła afera z biciem Judasza pod Jarosławiem na Podkarpaciu. Pamiętam, że napisałem bodaj Pawłowi Palcatowi tu na wallu, by tam z tym pojechali, na Podkarpacie. Tymczasem spektakl podróżuje po festiwalach. W Warszawie wstałem do oklasków. Zachwycił mnie zespół aktorski, perfekcyjna realizacja... Za nią dziękuję. I biorę do serca odezwę Maski 3 - by brać pochodnię i działać i zmieniać i jechać tam gdzie należy dzisiaj jechać z tą pochodnią i pracować od podstaw z publicznością.

Na pewno nie do ATM Studio, na Wale Miedzeszyńskim w Warszawie.

(Bartłomiej Miernik, „Dlaczego teatr się spóźnia?” (tytuł wpisu - @KT), https://www.facebook.com/miernikTeatru, 28.10.2019)
 

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < październik 2019 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 30 31      

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj101
WSZYSTKIE1217144
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...