• Iliada
  • Biesy
  • Hamlet 2018
  • Krzywicka/krew
  • Baśń o pięknej Parysadzie
  • Wierna wataha
  • MAKBET

24legnica.pl: świat, w którym bez kredek się umiera

Francuski termin „art brut” tłumaczy się na polski jako „surowa niefałszowana sztuka”. Tworzą ją ze spontanicznej potrzeby wizjonerzy funkcjonujący na społecznym marginesie, wszelkiej maści prymitywiści, artyści nieprofesjonalni, często dotknięci chorobą psychiczną jak bohaterka znakomitego monodramu Magdaleny Drab „Curko moja ogłoś to – rytmizowany biuletyn z wystawy Marii Wnęk”. Recenzja Piotra Kanikowskiego.


Spektakl powstał pół roku temu w łódzkim offowym Teatrze Zamiast. W piątek (6 kwietnia - @KT) miał swą legnicką premierę, zakończoną bardzo długimi owacjami na stojąco dla Magdaleny Drab – dramatopisarki, aktorki, reżyserki – i Alberta Pyśka, który pomagał jej przy przedstawieniu.

Magdalena Drab zestawia ze sobą dwa światy, dla których wernisaż malarstwa art brut to prawdopodobnie jedyny punkt styczny. Najpierw w ciągu karykaturalnych scenek demaskuje łowców koreczków z serem i darmowego wina wraz z całą resztą pretensjonalnego, snobistycznego towarzystwa zadomowionego w galeriach sztuki. To pole do bezwzględnej szydery i publiczność bez oporu daje się wciągnąć w tę kabaretową konwencję. Podczas legnickiej premiery ludzie zaśmiewali się w głos z francuskiej damulki skonfrontowanej ze zdradliwym szelestem polszczyzny, intuicyjne wyczuwając mentalną pustkę i zwodniczy blichtr wielkiego świata tzw. wyższych sfer.

Drab wymyśliła to genialnie. Potrzebowała tego groteskowo sztucznego tła (stelażu), by kontrastowało z żywiołem ignorującej konwenanse potocznej mowy i – przede wszystkim – z emocjonalną intensywnością życia Marii Wnęk, o którym opowiada w środkowej części sztuki. Aktorka posługuje się tekstem poskładanym z urojeń chorej na schizofrenię malarki, jej komicznych objawień religijnych i opisów rozbuchanych ad absurdum krzywd, ale efekt jest zupełnie inny niż w „intro” monodramu. Magda Drab gra bowiem swą bohaterkę z tak niesamowitym ładunkiem empatii, z taką czułością, że publice udziela się jej sympatia do tej swarliwej, pomylonej baby wypisującej na obrazach naglące wiadomości od Pana Jezusa. W końcu jedyna prawda, która się liczy, jest taka, że życie Marii Wnęk bez malowania nie ma sensu. Że w jej świecie bez kredek i farb po prostu się umiera.

Cała misternie prowadzona narracja w sztuce Magdy Drab zmierza do tego momentu. Aktorka zaraz ściągnie zielony płaszczyk, schowa dziecięce warkoczyki i jakby nigdy nic zmieni jeden świat na inny. Ale najważniejsza jest ta chwila, kiedy tusz rozmazuje się nie tylko na jej rzęsach. Ta chwila, kiedy publiczność w salce na strychu Teatru Modrzejewskiej na własnej skórze doświadcza potęgi artystycznej imaginacji. To doświadczenie wcale nie tak odległe od rojeń schizofreniczki.

Teatr mógłby sprzedawać ten monodram równie dobrze jako seans z hipnotyzerem. Być może byłoby to nawet uczciwsze, zważywszy na to, co najdrobniejszy gest, grymas, uśmiech Magdaleny Drab robią z publicznością. Także ze względu na tę niesłychaną łatwość, z jaką aktorka przeskakuje od żartu do lirycznego wzruszenia, od śmiertelnej powagi do błazenady, od absolutnej euforii w (nie smutek) rozpacz bez dna. Każdy z tych stanów rozchodzi się po sali jak kręgi po wodzie. Rezonuje.

W podtytule autorka nazwała swą sztukę „rytmizowanym biuletynem”. Rytm pojawia się w spisanych z obrazów Marii Wnęk monologach, pełnych powtórzeń, lamentów, suplikacji, ale też w kilku religijnych pieśniach, które Magdalena Drab wykonuje białym śpiewem, „po wiejsku”, tańcząc w uniesieniu. Nie tylko nadają biuletynowemu zestawowi scen spójności, ale też wprowadzają do spektaklu element mistyczny. Szamański.

W odróżnieniu od delikatnej jak mimoza elektronicznej muzyki Alberta Pyśka, scenografia – cienie wirujących na gramofonie (33 obroty na minutę) wycinanek – rozprasza i przeszkadza. Poza tym trywializuje wizje malarki, wystarczająco sugestywne, by obyć się bez takich dopowiedzeń. To, moim zdaniem, jedyny słaby punkt perfekcyjnego spektaklu. W każdej z ról – dramatopisarki, reżyserki, aktorki – Magdalena Drab sprawdza się fenomenalnie, a „Curko moja ogłoś to” jest świadectwem nie tylko jej kreatywności, ale też ogromnego talentu.

Legnica ma skarb. Ma Magdę Drab.

  • “Curko moja, ogłoś to – rytmizowany biuletyn z wystawy Marii Wnęk” Magdaleny Drab w reżyserii i wykonaniu Magdaleny Drab, Teatr Modrzejewskiej, Scena na Strychu, 20 i 27 kwietnia godz. 19. BILETY: 25 zł INFORMACJA I REZERWACJA: tel. 76 72 33 505,  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


(Piotr Kanikowski,  „Maria Wnęk i świat, w którym bez kredek się umiera”, http://24legnica.pl, 11.04.2018)



Od redaktora @KT:
Według autorki monodramu właściwy zapis tytułu jej przedstawienie to “Curko Moja Ogłoś To – rytmizowany biuletyn z wystawy Marii Wnęk”. Ma to związek z tym, jak zapisała wezwanie z pierwszej części tytułu sama malarka na rewersie jednej ze swoich prac – dużymi literami, bez znaków interpunkcyjnych.

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < kwiecień 2018 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj9
WSZYSTKIE1186268
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...