• Biesy
  • Lekcja Tańca
  • MAKBET
  • Stop The TEmpo!
  • Zanim chłodem powieje dzień
  • Wierna wataha

Teatr dla Was: wartością „Wiernej watahy” jest prostota

Wolak i Dworak doskonale rozprawiają się z dwulicowością. Znakomicie radzą sobie z ukazaniem ludzkiej hipokryzji. Do perfekcji opanowali mechanizm scenicznej demaskacji. Potwierdza to również ich najnowszy spektakl, "Wierna wataha", który od kilku dni można oglądać w legnickim teatrze. Recenzja Grzegorza Ćwiertniewicza.


Duet reżyserski PiK, czyli Paweł Wolak i Katarzyna Dworak, znany jest widzom z charakterystycznego, bardzo interesującego spojrzenia na teatr. Twórcy nie podejmują tematów modnych. Zajmują się problemami ponadczasowymi i egzystencjalnymi. Bohaterem swojego teatru czynią człowieka, któremu tylko wydaje się, że jest wolny, że należy do siebie i od siebie zależy. Trudno w związku z tym w ich teatrze o optymistyczny wydźwięk. Wręcz przeciwnie. Teatr ich zaświadcza o całkowitym ubezwłasnowolnieniu człowieka przez drugiego człowieka i przez ludzi w ogóle.

Spektakle tego duetu, stanowiącego dzisiaj osobny byt w teatrze legnickim, są przede wszystkim próbą konfrontacji jednostki ze wspólnotą, przed którą tak naprawdę nie ma ucieczki. Można co najwyżej stać się częścią innej grupy, ale tylko po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że przed normami czy zasadami ucieczki po prostu nie ma i że indywidualiści przegrywają każdą walkę.

Wolak i Dworak osadzają akcje swoich przedstawień we wsiach lub małych miasteczkach. Ale wieś czy miasteczko są tutaj umownymi obszarami osadniczymi, gdyż, jak już wspomniano, idzie przede wszystkim o to, by wyeksponować relacje międzyludzkie, stopień ich skomplikowania, poziom zależności, wpływ zbiorowości na jednostkę. Idzie również o to, by pokazać, jak tej jednostce ciężko jest funkcjonować we wspólnocie, kiedy inaczej postrzega rzeczywistość, kiedy nie zgadza się na wykreowany przez grupę świat.

Z wypowiedzi reżyserów wynika jasno, że zaznaczenie obszaru służy jedynie temu, by ich bohaterowie byli "skądś", ale to, "skąd" są, nie ma w zasadzie najmniejszego znaczenia. Najważniejsze, że przynależą do grupy i że w grupie dzieją się wydarzenia, dzięki którym można poznać ich prawdziwe oblicze. Wolak i Dworak doskonale rozprawiają się z dwulicowością. Znakomicie radzą sobie z ukazaniem ludzkiej hipokryzji. Do perfekcji opanowali mechanizm scenicznej demaskacji. Potwierdza to również ich najnowszy spektakl, "Wierna wataha", który od kilku dni można oglądać w legnickim teatrze.

Nie ukrywam, mimo wszystko, że mam problem z jednoznaczną oceną tego przedstawienia. Z jednej strony nie znajduję w spektaklu czegoś nadzwyczajnego, co pozwoliłoby określić go niezwykłym, z drugiej zaś strony trudno uznać go tylko za dobry. Nie zaskakują twórcy formą. Ale nie jest to wadą tego spektaklu. Obecnie obserwuje się w teatrze tendencję, że forma przerasta treść. Im bardziej skomplikowana forma, tym lepiej. Często jednak za formą nie stoi emocjonujący przekaz. Wolak i Dworak skoncentrowali się najprawdopodobniej na znaczeniu przedstawienia, dlatego właśnie stało się ono wartką, bardzo uporządkowaną opowieścią, a sam spektakl wolny od zbędnych i często nachalnych udziwnień.

Wartością tej inscenizacji jest prostota. I to właśnie ona nie pozwala uznać tego spektaklu tylko za dobry. W prostocie tej zawiera się cała magiczność przedstawienia. Czyni go niezwykle szczerym i prawdziwym. Dzięki niej widz może mieć wrażenie, że odbywa podróż do bardzo odległych czasów, by wsłuchać się w historię, w której dużo z ludowości. Magiczność jest punktem wspólnym wszystkich przedstawień wystawianych na deskach legnickiego teatru. Na tym właśnie polega odrębność i osobność tego miejsca. To łączy zresztą scenę legnicką ze scenami śląskimi. Umiar w przepychu imponuje mi szalenie.

Akcja "Wiernej watahy" rozgrywa się od początku do końca w niewielkiej przestrzeni scenicznej. Ważnym elementem scenografii jest sporych rozmiarów podwyższony kwadrat. Pełni w przedstawieniu wiele funkcji, pomimo że nie jest na nowo aranżowany. Widzowie więc nie koncentrują się na scenograficznych przeobrażeniach. Skupiają się na słowie, na jego znaczeniu. A z ust aktorów wybrzmiewają słowa mocne, dosadne, mądre i ważne. Trochę, mam wrażenie, spektakl oparty został na poetyce krzyku (momentami bardzo przeszkadzającego). Aktorzy w każdym razie funkcjonują w tej konwencji bez zastrzeżeń. Wszystkie kreacje zasługują na uznanie. Każdy aktor imponował lekkością prowadzenia postaci. Każdy aktor miał pełną świadomość gry zespołowej i że tylko dzięki niej przedstawienie może osiągnąć sukces. Po raz kolejny zespół legnicki pokazał, że jest zgraną drużyną.

Fabuła "Wiernej watahy" nie jest skomplikowana. Spektakl traktuje o bogobojnych mieszkańcach małego miasteczka, którzy żyją w poczuciu bezpieczeństwa, z dala od polityki, konfliktów i wojen. Za komfort ten muszą płacić jednak pewną cenę. Wcale nie niską. Co pokolenie składają niezwykłą ofiarę. Oddają syna do stanu duchownego. Prze lata nikt się przeciwko tej ofierze nie buntuje. Mieszkańcy zgadzają się na życie podporządkowane wierze i Kościołowi. Do czasu, kiedy nie urodzi się ktoś, kto chce żyć zupełnie inaczej.

Nie chciałbym odbierać czytelnikom przyjemności samodzielnego odkrywania i przeżywania losów bohaterów, więc poprzestanę na wyeksponowaniu najistotniejszych dla mnie problemów. Podczas oglądania przedstawienia warto zastanowić się nad odpowiedziami na kilka pytań. Czy ważniejsze od tego, który chce żyć inaczej, jest to, co zrobi z nim społeczność, z której wyrósł, co zrobi z nim "wierna wataha"? Co za tytułem spektaklu kryje się naprawdę? Czy kara czekająca wilka, który zboczy z drogi nie jest za wysoka? Czy Kościół, jakikolwiek, może wymagać od człowieka tylu poświęceń? Czy wiarą można usprawiedliwić każde świństwo? I co z Bogiem? Czy ma On z obecnym Kościołem coś wspólnego?

Twórcy spektaklu pozwalają widzom na wątpliwości. Przestrzegają przed szaleńczym fanatyzmem i przed niebezpieczeństwem związanym z wiarą. Żeby wierzyć, trzeba być mądrym. Oto kolejne przesłanie legnickiego przedstawienia, które bez wątpienia warto, a nawet trzeba zobaczyć.

(Grzegorz Ćwiertniewicz, ""Jeden wilk nic nie znaczy...""http://www.teatrdlawas.pl, 7.02.2018)
 

  • Grzegorz Ćwiertniewicz - doktor nauk humanistycznych (historia filmu i teatru polskiego po 1945 roku), polonista, wykładowca akademicki, pedagog, autor wydanej pod koniec 2015 roku biografii Krystyny Sienkiewicz - "Krystyna Sienkiewicz. Różowe zjawisko"; należy do Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT/IATC); jego teksty można przeczytać w "Polonistyce", "Teatrze", "Dyrektorze Szkoły", "Kwartalniku Edukacyjnym" i "Edukacji i Dialogu"; współpracował jako recenzent z Nową Siłą Krytyczną Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie, wortalem "Dziennik Teatralny"; od 2013 recenzent wortalu "Teatr dla Was".

 

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < luty 2018 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj4
WSZYSTKIE1178936
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...