• Zanim chłodem powieje dzień
  • MAKBET
  • Wierna wataha
  • Biesy
  • Stop The TEmpo!
  • Lekcja Tańca

Tygodnik Wałbrzyski: szalona "Lekcja tańca..." i inne

Muszę przyznać, że ekipa pod przewodnictwem reżysera Łukasza Czuja, skonstruowała prawdziwą bombę. To, co się dzieje na niewielkiej scenie, to prawdziwe szaleństwo. Tak wrażenia ze spektaklu "Lekcja tańca w Zakładzie Weselno-Pogrzebowym Pana Bamby" opisuje Piotr Bogdański, który - oprócz Legnicy - odwiedził także sceny w Świdnicy i Wałbrzychu.


Jak co roku życie wielbicieli teatru zaczyna się od września. I jak co roku przynosi nadzieje, że nowy sezon teatralny będzie obfitował w piękne przeżycia. Jesień na Dolnym Śląsku rozpoczęły trzy premiery.

Pierwszą, jaką zobaczyłem, to "Lekcja tańca w Zakładzie Weselno-Pogrzebowym Pana Bamby". To spektakl według tekstów Bogumiła Hrabala i Jaroslava Haska, przygotowany przez Teatr Modrzejewskiej w Legnicy. I muszę przyznać, że ekipa pod przewodnictwem reżysera Łukasza Czuja, skonstruowała prawdziwą bombę. To, co się dzieje na niewielkiej scenie, to prawdziwe szaleństwo.

Joanna Gonschorek wciela się w Pana Bambę, tytułowego właściciela zakładu. Mężczyzna, kochający nade wszystko zabawę, gromadzi pod swoim dachem wszelakich wariatów. Między innymi kandydata na posła -Jana Bucefała (Paweł Palcat). Polityk serwuje siarczyste przemówienia. Towarzyszą mu m.in. romansująca przedstawicielka handlowa, agent ubezpieczeniowy, wynalazca trutki na szczury i wreszcie - szukający zemsty fryzjer. Ta niezwykła menażeria buduje ze sobą przedziwne relacje, również erotyczne.

Mimo, że rozwój akcji prowadzi - powiedzmy, że logiczna - fabuła, to nie sposób zgadnąć, co za chwilę się wydarzy. Spektakl utrzymany jest w konwencji komedii. Pomiędzy salwami śmiechu jest jednak czas na refleksję. Forma przekazu pozwala na swobodną interpretację poszczególnych wątków. Jak opowiada na koniec Gonschorek, podczas demakijażu, nie jest to łatwe. Myślę, że za to może być powodem do ciekawych dyskusji.

Jak by tego było mało, sceny przeplatane są piosenkami, a raczej songami. Autorami niemal wszystkich tekstów jest Michał Chludziński. Brzmią one naprawdę dobrze, a dwa z nich (muzycznie i aranżacyjnie) to prawdziwe perełki. Oczywiście śpiewającym aktorom towarzyszą grający na żywo muzycy.

Konstrukcja widowni umożliwia obserwowanie artystów z bliska. Dzięki temu dokładnie widać ile energii, serca, talentu, a przede wszystkim pracy wkładają legniccy artyści. Efekt jest jednak niezapomniany. Nic zatem dziwnego, że "Lekcja tańca w Zakładzie Weselno-Pogrzebowym Pana Bamby" jest wystawiana przy kompletach publiczności. Warto dodać, że spektakl jest koprodukcją Teatru z Legnicy i Teatru Miejskiego w Gliwicach.

Mimo, że Świdnica nie posiada stałego zespołu teatralnego, to z istniejącego obiektu korzysta zapraszając teatry z Polski. I tak w ramach "Czas na teatr", Świdnicki Ośrodek Kultury otworzył nowy sezon goszcząc artystów z Teatru Nowego z Krakowa. Aktorzy na Dolny Śląsk przywieźli "Samobójcę". Sala w rynku pękała w szwach. Ci, którzy wykazali się refleksem i zdążyli kupić bilety, zdawali się być zadowoleni. Śmieli się i przerywali sceny brawami. Nic dziwnego, bo Krakusy uwspółcześnili tekst Nikołaja Erdmana z 1928 roku. Najwięcej entuzjazmu budziły nawiązania do obecnej sytuacji politycznej. A sam dramat mimo upływu 89 lat, wciąż okazuje się aktualny.

Siemionowicz Podsiekalnikow - dyrektor teatru (Piotr Sieklucki, również reżyser), z powodu braku sukcesów, postanawia popełnić samobójstwo. W czasie imprezy pożegnanej widzimy, jak różne środowiska i ich reprezentanci próbują wykorzystać jego śmierć Namawiają Siemiona, aby oświadczył, że odbiera sobie życie z powodów politycznych czy niespełnionej miłości.

Trudno spektakl zaliczyć do wybitnych, czasem z humorem ocierającym się o zły smak, ale w sumie krakowski "Samobójca" to kawał świetnej zabawy. Twórcy, w chęci bawienia publiki, nie zgubili głębszego przekazu Erdmana. Może o tym świadczyć poruszający monolog matki Podsiekalnikowa (Urszula Kiebzak). Dopełnieniem spektaklu było spotkanie z aktorami. Szkoda tylko, że nie uczestniczył w nim Edward Lubaszenko.

Na początku października do gry włączył się Teatr im. Norwida w Jeleniej Górze. Dyrektor postawił na lżejszy początek sezonu i umożliwił realizację "Najdroższego". Jak się rzekło, to komedia autorstwa Francisa Vebera. I jak się można było spodziewać po francuskim pisarzu, skonstruował zabawną historię Pignona (Piotr Konieczyński).

 Bohater jest biednym dozorcą apartamentu bogatego ojca chrzestnego. Mając dość życia na marginesie społeczeństwa, sfinguje kontrolę urzędu skarbowego. Dzięki temu buduje wrażenie oszusta finansowego, który zgromadził pokaźny majątek. To wywołuje szereg śmiesznych zdarzeń.

Oczywiście trudno "Najdroższego" rozpatrywać w kategoriach oceny artystycznej. Sądząc jednak po pełnej sali widzów i ich reakcjach, spektakl się sprawdził. Jeśli ktoś lubi taki rodzaj rozrywki, to najnowszą propozycję Teatru z Jeleniej Góry można śmiało polecić. Szczególnie, że można w nim podziwiać super specjalistę od rozśmieszania publiki - Piotra Konieczyńskiego. Aktor jak zwykle wciela się w swoją postać znakomicie.

Warto jeszcze przy tej okazji odnotować fakt prowadzenia remontu w siedzibie teatru. Na ten czas spektakle wystawiane są przy ul. Krótkiej 3. Znacznie poważniejszy temat podjęła bośniacka reżyserka Tanja Miletić Orućević w spektaklu "Szaberplac moja miłość" autorstwa Szymona Bogacza. Ale o tym jak było w Teatrze Współczesnym za tydzień.

(Piotr Bogdański, "Wesoły początek sezonu teatralnego", Tygodnik Wałbrzyski nr 51-52, 18.12.2017)

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < grudzień 2017 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj37
WSZYSTKIE1176658
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...