• 40 lat

Dionisios Sturis i jego „Nowe życie”

Urodził się 34 lata temu w Grecji, wychował i dorastał w Chojnowie, studia rozpoczął w legnickiej PWSZ, emigrował na brytyjską wyspę Man, studia skończył w Warszawie. Jest dziennikarzem Radia TOK FM i autorem trzech reporterskich książek. Ta najnowsza, wydana ledwie kilka tygodni temu, z podtytułem „Jak Polacy pomogli uchodźcom z Grecji”, była okazją do spotkania, które w środę 17 maja odbyło się w legnickiej kawiarni teatralnej Caffe Modjeska.


„Nowe życie” to reporterska opowieść przywracająca mało znaną i praktycznie nieopisaną historię, którą dziś czyta się z niedowierzaniem, ale też z mieszaniną wstydu i zażenowania. Utkana z wdzięcznych wspomnień Greków i Macedończyków, uchodźców z koszmaru krwawej greckiej wojny domowej, którzy w wyniszczonej wojną i cierpiącej biedę Polsce końca lat 40. ubiegłego wieku znaleźli schronienie, opiekę i nowy dom.

- Był kiedyś taki świat, w którym my, Polacy, pomagaliśmy innym, niczego w zamian nie oczekując – zauważył otwierając autorskie spotkanie z Dionisiosem Sturisem szef legnickiego teatru Jacek Głomb.

Koniec podróży. Pociąg staje na stacji w Lądku-Zdroju, przy imponującym, poniemieckim budynku dworca z czerwonej cegły. Jest ciepłe popołudnie późnym latem 1948 roku. Rozsuwają się drzwi bydlęcych wagonów. Z wnętrza bucha kwaśny odór. Znana mieszanka: rzygowiny i mocz. Dorośli by nie wytrzymali zamknięcia przez kilka dni i nocy, a co dopiero dzieci. Zwłaszcza dzieci wojny: w łachmanach, wygłodniałe, kaszlące, ze strupami na głowach, ze skołtunionymi włosami, ropiejącymi oczami, spocone, brudne, coraz bardziej przestraszone, często niepamiętające własnego nazwiska, oznakowane za to numerem porządkowym na plakietce dyndającej u szyi. Najmłodsze mają trzy lata, najstarsze – lat czternaście. Jedne mówią i myślą po grecku, inne po macedońsku. Przyjechało ich ponad tysiąc pod opieką zaledwie kilkudziesięciu dorosłych.

Tak zaczyna się „Nowe życie” i pasjonująca dokumentalna opowieść, której fragmenty podczas spotkania z autorem czytał legnicki aktor Robert Gulaczyk. Dla legnickich teatromanów brzmi jednak znajomo. Nie ma w tym przypadku. Identyczny był bowiem punkt wyjścia opowieści, która swój artystyczny kształt znalazła w polsko-macedońskiej „Przerwanej odysei”, którą napisał Robert Urbański, wyreżyserował Jacek Głomb, a oglądała w ubiegłym roku teatralna publiczność kilkunastu miast w Polsce i Macedonii.

- Czuję się potomkiem uchodźców. Ojciec był Grekiem, matka Polką. Urodziłem się w Grecji, wychowałem i dorastałem w Chojnowie, ale nie traktuję Grecji, jako drugiej ojczyzny. Nawet naukę greckiego zacząłem dopiero, gdy skończyłem 20 lat i nadal nie mówię w tym języku zbyt dobrze. Ale mam chyba w sobie „gen uchodźcy”, który nieoczekiwanie dla mnie samego wpłynął na moją pracę reporterską. Ta książka, której celem jest przywracanie pamięci, od dawna siedziała w mojej głowie. Bo to historia moich dziadków, mojej rodziny, tym samym także moja, a przy tym historia Dolnego Śląska, na którym przed laty wszyscy byliśmy uchodźcami. Kiedy jednak zacząłem czytać i szukać materiałów do książki, okazało się, że w Polsce nic o tym ciekawym historycznym epizodzie nie wiemy, choć niemal każdy zna jakiegoś polskiego Greka, o którym jednak nie wie, jak i dlaczego  trafił do Polski. Nie ma filmów, nie ma książek, reportaży. Kilka prac naukowych, strzępy wspomnień i zmasakrowane archiwa. Pisząc ją miałem jednak pewien dyskomfort. Oto opisywałem historię powojennego polskiego sukcesu, który zawstydza dzisiejszą Polskę. Opisywałem historię z przeszłości, na którą współcześnie nakłada się tragedia uchodźców z ogarniętej wojną Syrii i nasza wroga niechęć, by im pomóc. Kiedyś byliśmy biedni i było nas na to stać. Być może także dlatego, że wówczas wiedzieliśmy, bo doświadczyliśmy, czym jest wojna i jej skutki. Dziś żyjemy w pokojowym dostatku i egoistycznie myślimy wyłącznie o tym, by ochronić ten status – zauważył podczas wieczoru w Caffe Modjeska autor „Nowego życia”.

Spotkanie w teatralnej kawiarni nie było pierwszym, jakie Dionisios Sturis odbył w Legnicy z czytelnikami swoich reporterskich książek. O dwóch wcześniejszych: „Grecja. Gorzkie pomarańcze” oraz „Gdziekolwiek mnie rzucisz. Wyspa Man i Polacy. Historia splątania” miał okazję rozmawiać podczas spotkań w Legnickiej Bibliotece Publicznej. Także legnicki teatr jest mu dobrze znany. To w nim oglądał „Koriolana”, „Balladę o Zakaczawiu” i trzykrotnie „Made in Poland”.

Grzegorz Żurawiński

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < maj 2017 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Przyjaciele teatru

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj11
WSZYSTKIE1165565
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...