• 40 lat

Wilnoteka: po premierze „Stacyjki” w litewskim Poniewieżu

W miniony piątek (12 maja) w Poniewieżu odbyła się premiera "Stacyjki" wg Bohumiła Hrabala w reżyserii Jacka Głomba. Spektakl przygotowany przez polsko-litewski zespół artystyczny okazał się premierą podwójną: po raz pierwszy zaprezentowano nie tylko przedstawienie, ale również samą sztukę. Należałoby dodać do tego jeszcze jedną okazję: aktorzy poniewierskiego teatru po raz pierwszy zagrali poza instytucjonalną sceną. Pisze Karolina Matuszewska.


Stacja kolejki wąskotorowej w Poniewieżu to miejsce wyjątkowo urokliwe. Odnowiona w 2003 roku, jest dziś muzeum przenoszącym turystów w realia podróży u progu XX wieku. Drewnianą elewację głównego budynku dworca zdobią łuki i figury zainspirowane tymi ze starych pocztówek. Pod dachem zakrywającym część peronów można skryć się przed deszczem albo słońcem w oczekiwaniu na przyjazd kolejki, która zabiera turystów w jedną z ośmiu proponowanych tras. W pobliskim składzie towarowym urządzono wystawę prezentującą różne typy wagonów - np. wyprodukowany w Czechach parowóz z 1949 roku czy napędzaną ręcznie drezynę. Nic zatem dziwnego, że kiedy polski reżyser teatralny i dyrektor Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy Jacek Głomb zobaczył to miejsce, powiedział do dyrektora Teatru Dramatycznego w Poniewieżu Linasa Marijusa Zaikauskasa: zróbmy tu spektakl. Tak też się stało.

Idąc tropem podróży kolejowych, naturalnym skojarzeniem okazał się także Bohumił Hrabal, którego „Pociągi pod specjalnym nadzorem” są jedną z bardziej znanych (choć nie na Litwie) opowieści, których akcja rozgrywa się na dworcu. Pełna groteskowych sytuacji historia pracującego na kolei w czasie II wojny światowej młodego Miloša, dramaturżka Katarzyna Knychalska wzbogaciła o dodatkowe epizody z innych utworów czeskiego pisarza, tworząc w ten sposób scenariusz „Stacyjki“. Zachowując charakterystyczny dla autora gawędziarski styl narracji, pełen dygresji, zabawnych opowieści i wspomnień snutych przy kolejnych kuflach czeskiego piwa oraz nieoczekiwanych, często dramatycznych zwrotów akcji przerywających banalne życie codzienne, stworzyła poruszającą opowieść o sentymentalnym powrocie do przeszłości.

Spektakl rozpoczyna się jeszcze na stacji kolejowej, gdzie widzowie zapraszani są na przejażdżkę kolejką wąskotorową. Miloš (Jonas Čepulis) i Elizka (Jolita Skukauskaitė-Vaišnienė) wysiadają z pociągu razem z nimi. Szybko okazuje się, że przyjechali na stację kolejową, na której on pracował jako młody chłopak. Pokazuje jej różne miejsca, swobodnie biega po całym peronie, wesoło opowiada. Nagle wśród tłumu dostrzega jadącego na rowerze pana Pepinasa (Albinas Kėleris). Woła do niego, chcąc się przywitać, ale mężczyzna zdaje się go nie widzieć. Odjeżdża do dawnego magazynu kolejowego, a my wraz z parą aktorów podążamy za nim.

W tym momencie zaczyna się właściwa akcja „Stacyjki“. Wspomniany już magazyn-ekspozycję scenografka Małgorzata Bulanda wykorzystała do stworzenia teatralnej stacji kolejowej z trzema torami, po których jeżdżą autentyczne pociągi. Na pokrytej deskami, nieco niestabilnej podłodze umieściła drewniane skrzynki, drabiny, kilka krzeseł i metalową skrzynię z mocno wgniecioną pokrywą. Pomiędzy nimi porusza się korowód barwnych postaci ze wspomnienia Miloša - pracowników kolei: kochający biegi zawiadowca stacji (Antanas Venckus), jego elegancka żona (Asta Preidytė) i kapryśna córka (Raminta Paukštytė), dyżurny ruchu o znaczącym nazwisku Całusek (lit. Bučkis; Vytautas Kupšys) i romansująca z nim telegrafistka Zdeniczka (Margarita Bareikytė), tajemnicza Cyganka (Gintarė Kulikauskytė), za którą wzrok nieustannie wodzi Hanti (Laimutis Sėdžius). Każde z nich ma tu swoje miejsce i obowiązek do wykonania, choć niewątpliwie większość skupia się głównie na sprawach, które w perspektywie trwającej wokół wojny wydają się całkiem błahe.

I właśnie ten kontrast pomiędzy zwykłym życiem i jego codziennymi drobnostkami a grozą wojny, tworzy niezwykłe napięcie „Stacyjki”. Jacek Głomb sprawnie żongluje scenami komicznymi i tragicznymi i to w taki sposób, że nie tyle opowiada konkretną historię, co raczej kreuje jej atmosferę. Podobnie jak w teatrze litewskiego reżysera Rimasa Tuminasa, przy pomocy rytmicznej muzyki (Bartosz Straburzyński) i choreografii (Witold Jurewicz), wspartych dodatkowo cyklicznie powtarzającym się odgłosem wjeżdżających i wyjeżdżających z budynku pociągów, reżyser tworzy osobny świat, w którym przyjemnie jest zatrzymać się choćby na chwilę w trakcie życiowej podróży. W końcu dworzec jest miejscem tymczasowym, w którym na co dzień właściwie nikt nie mieszka. Hrabal, a za nim Knychalska i Głomb, dokonują tu swego rodzaju odwrócenia: w ich opowieści stacja kolejowa staje się domem, ale domem utraconym, do którego Miloš tak bardzo chciałby powrócić.

W kreowaniu tej nostalgicznej atmosfery ogromną rolę odgrywają również aktorzy. Swoich bohaterów nie pokazują jako realnych ludzi o głęboko uzasadnionych psychologicznie motywacjach, ale jako groteskowe figury, które swoje emocje bardziej niż słowem przekazują za pomocą ruchu i gestu. Uzyskują w ten sposób wyjątkowy efekt: ich rozterki i dramaty paradoksalnie stają się znacznie bardziej przejmujące, choć jednocześnie ukazane z odpowiednim dystansem. Choć każda z postaci jest inna i na swój sposób się wyróżnia, aktorom udało się stworzyć w tym przedstawieniu równy i zgrany zespół, za co należą im się osobne słowa uznania.

Jacek Głomb wielokrotnie realizował spektakle w przestrzeniach nieteatralnych. Dla aktorów Teatru Dramatycznego im. Juozasa Miltinisa w Poniewieżu było to pierwsze tego typu wyzwanie. Spotkanie tych dwóch różnych doświadczeń przyniosło efekt w postaci zgrabnego, rzetelnie zrobionego przedstawienia o świecie i ludziach, których już nie ma - za którym się tęskni, a który zniknął gdzieś dawno temu w wojennej zawierusze. A może ten świat tak naprawdę nigdy nie istniał, a wszystko to, co wydaje się odległym wspomnineinem, jest jedynie wytworem wyobraźni, która tęskni za chwilami radości i szczęścia?

Kiedy w finale premierowego pokazu „Stacyjki” otwierały się drzwi do budynku kolejowego, oślepiło nas zachodzące słońce. Podobny efekt dwadzieścia trzy lata temu uzyskał Tuminas w swoim spektaklu „Uśmiechnij się do nas, Panie” (lit. „Nusišypsok mums, Viešpatie”). W tamtym przedstawieniu, przez drzwi, zza których wydobywało się oślepiające światło, przechodził umierający Żyd - czy raczej jego dusza. W "Stacyjce" nie ma mowy o żadnej metafizyce. Teatralny efekt zastąpiła natura - słońce równie prawdziwe, co odjeżdżające ze stacji pociągi.

  • Bohumił Hrabal „Stacyjka” (lit. „Stotelė”). Reżyseria Jacek Głomb. Premiera: 12 maja 2017. Teatr Dramatyczny im. Juozasa Miltinisa w Poniewieżu.


(Karolina Matuszewska, „Stacyjka w Poniewieżu”, http://www.wilnoteka.lt, 14.05.2017)

@KT: Wilnoteka to wirtualne miejsce spotkań nie tylko Polaków i nie tylko z Wileńszczyzny. Pierwszy na Litwie polski portal multimedialny WILNOTEKA.LT powstał na podstawie doświadczeń i archiwów polskiego studia TV w Wilnie, które działa już od 13. lat.

Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < maj 2017 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Przyjaciele teatru

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj11
WSZYSTKIE1165565
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...